Dawno nie obserwowany optymizm zapanował na głównych rynkach akcji. W poniedziałek prezydent Bush postawił irackiemu reżimowi ultimatum. Było ono dla wielu inwestorów sygnałem, że skończył się czas niepewności. Wojna jest pewna (wejście wojsk sprzymierzonych do strefy neutralnej pomiędzy Irakiem a Kuwejtem stanowi kolejne potwierdzenie, że gra dyplomatów już dawno się skończyła) i mimo jednoznacznego tonu komentatorów, że koalicja amerykańska zwycięży, wciąż trudno oszacować jej koszt.

Inwestorzy wierzą raczej w to, że wojna będzie przebiegała według scenariusza optymistycznego, który zakłada krótkotrwałe zmagania na polu bitew, brak eskalacji konfliktu na państwa ościenne oraz brak niszczycielskiego podpalania szybów naftowych przez Irakijczyków. Z tego powodu chętnie pozbywali się surowców. Ceny złota i ropy naftowej znacząco spadły. Dla odmiany rynki akcji dynamicznie wyłamały się z kilkutygodniowego letargu. Tak długich białych świec na wykresach dawno nie oglądaliśmy.

Efektem przewagi kupujących było przełamanie krótkoterminowych i średnioterminowych średnich kroczących. Średnia przemysłowa otarła się nawet o długoterminową średnią kroczącą. Tendencji tej oparł się najsłabszy od pewnego czasu japoński Nikkei, który wciąż pozostaje w zaawansowanej bessie. Zdecydowanej poprawie sytuacji rynków akcji na świecie towarzyszyły sygnały ze strony oscylatorów, które jednomyślnie zachęcają do dalszego kupowania papierów.

Termin ultimatum upływa w nocy z środy na czwartek o godzinie 2.00 czasu polskiego. Inwestorzy obudzą się zapewne w czwartek już w innej rzeczywistości, rzeczywistości wojennej. Sukcesom koalicji amerykańskiej będą towarzyszyć wzrosty na rynkach akcji. O ich przewadze militarnej nie trzeba nikogo przekonywać. Gorzej, jeżeli konflikt na terytorium irackim wymknie się spod kontroli. Niewielu dopuszcza taką myśl. Jest ona oczywiście mało prawdopodobna, jednak wiele się może jeszcze zdarzyć. A wtedy indeksy rynków akcji zmagałyby się z dnami październikowymi z ubiegłego roku.