"Przyjeżdżajcie do stolicy Polski, by zobaczyć największy i najbarwniejszy bazar Europy. I niczemu się nie dziwcie" - cytat ten pochodzi z artykułu opublikowanego niedawno w "Financial Times". Dotyczy oczywiście stadionu X-lecia w Warszawie. Autor zwraca w nim uwagę na kompletną niemoc policji, dezynwolturę władz, jak i na pewną specyficzną bazarową atmosferę, jego zdaniem, właściwą tylko temu miejscu. Co do słuszności tego ostatniego stwierdzenia mam jednak pewne wątpliwości. Czyżby wyłącznie nasz ulubiony obiekt sportowy miał monopol na wyjątkowy jarmarczny klimat? Ostatnie wydarzenia na naszej scenie politycznej pozwalają wysnuć tezę, że specyficzna atmosfera kupczenia, czym się da i jak się da, nie oglądając się na żadne normy, zagościła również na politycznych "salonach".
Mam na myśli oczywiście postawę PSL po opuszczeniu koalicji, a w szczególności listę roszczeń, od spełnienia których Stronnictwo uzależniło swoje poparcie dla integracji europejskiej. Jesteśmy świadkami sytuacji, w której reprezentanci jednej grupy społecznej starają się wytargować dla siebie, ile się da. Nawet kosztem historycznych decyzji, kosztem reszty społeczeństwa.
Nie zamierzam jednak krytykować teraz zachowania tej partii. Zrobili to już chyba niemal wszyscy i moje poglądy nie byłyby tu szczególnie oryginalne. To, co uważam za warte rozważenia, to potencjalne implikacje wynikające z zaprezentowania takiej postawy. Dla mnie, bowiem, był to pewien sygnał.
O ile wątpliwe wydaje się spełnienie żądań PSL dotyczących maksymalnych dopłat, to już należy się zastanowić, do jakich ustępstw będzie zmuszony mniejszościowy rząd, aby przeforsować "Plan stabilizacji i rozwoju". Nie wiemy też, wobec kogo ustępstwa te poczyni. Czy partnerem będzie tu prezentująca własny projekt PO, czy roszczeniowy PSL? Jeżeli to ludowcy mieliby poprzeć projekt premiera Kołodki, to niezależnie od tego, jak silnie minister finansów będzie bronił swojej autorskiej wersji, zmiany w niej zajdą. I podążą raczej w złym kierunku.
Przypomnijmy sobie jedną z niedawnych propozycji PSL dotyczącą wprowadzenia stawki PIT w wysokości 50%. Wówczas nie przejmowaliśmy się tym, uznaliśmy za kolejny pomysł z rodzaju political fiction. W obecnej sytuacji musimy zweryfikować nasz optymizm, zwłaszcza, że historia do tego skłania.