"Czerwiec" rozpoczął piątkowe notowania na poziomie 1104 pkt. Jednak natychmiast, reagując na wzrosty giełd europejskich, byki przejęły kontrolę nad rynkiem i już godzinę później handlowano kontraktami 20 pkt powyżej otwarcia. Tam też rynek utknął na pięć godzin. Dopiero w końcówce inwestorów ogarnęła euforia zakupów. Przełożyło się to na zwyżkę do 1140 pkt - najwyżej od 24 stycznia br. Ostatecznie kontrakty zakończyły tydzień punkt niżej, na poziomie 1139 pkt.
Tak duży wzrost doprowadził nie tylko do wyrysowania długiej białej świecy na wykresie, ale także do wygenerowania bardzo silnych sygnałów kupna. Są nimi: wybicie górą z ośmiotygodniowego kanału spadkowego oraz pokonanie oporu na 1136 pkt. Sygnały te w oczywisty sposób otwierają drogę do dalszych wzrostów.
Jakkolwiek wzrostowy scenariusz jest teraz najbardziej prawdopodobny, to wcale nie jest wykluczone, że piątkowe sygnały kupna nie znajdą nigdy potwierdzenia, a kontrakty pozostaną w trendzie bocznym. Trzeba bowiem zauważyć, iż prawie połowa piątkowej zwyżki "czerwca" odbyła się kosztem bazy, a indeks dużych spółek w dalszym ciągu pozostaje w trendzie bocznym. Sygnałem kupna dla WIG20 będzie dopiero wybicie powyżej 1140 pkt, czyli brakuje jeszcze 1%.
Zagrożeniem dla wzrostów są paradoksalnie rynki światowe. Po tygodniu bardzo silnych wzrostów są one niezwykle wykupione. Co prawda, trudno oczekiwać, że trend wzrostowy na tych rynkach nagle się zakończy. Jest jednak wielce prawdopodobne, iż w przyszłym tygodniu rozpocznie się korekta, niekiedy ponad 20-proc. wzrostów.
Trzecie zagrożenie wiąże się z faktem wygasania marcowej serii kontraktów. Może się bowiem zdarzyć, iż piątkowa zwyżka była wywołana tylko po to, żeby podnieść ich kurs rozliczeniowy. Co to oznacza, chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć.