Czwartkowe notowania pozostawiły po sobie mieszane wrażenia. Co prawda, WIG20 spadł poniżej wsparcia na wysokości 1120 pkt, wyznaczanego przez szczyt z 10 marca, ale ruchowi w dół towarzyszyły żałośnie niskie obroty. Zniżce brak również było dynamiki, co zmniejsza wiarygodność takiego sygnału. W sumie, z dłuższej perspektywy - widać, że indeks nadal drepcze w miejscu. Jedni, w trwającej konsolidacji, upatrują budowanie bazy pod przyszłe wybicie w górę, drudzy traktują ją jako korektę styczniowo-lutowej przeceny, po zakończeniu której nastąpi dalsza część bessy. Trzeba przyznać, że obecnie jest za wcześnie, aby stwierdzić, że któraś z tych koncepcji jest fałszywa. Jednocześnie patrząc na przebieg ostatnich trzech sesji, bardziej uzasadniony staje się pesymizm. Przypomnijmy, że we wtorek mieliśmy pierwszą próbę przełamania wsparcia przy 1120 pkt. Zakończyła się ona dla podaży niepowodzeniem. Jednak środowe odbicie nie wypadło imponująco i można było oczekiwać, że kolejny atak na 1120 pkt będzie już udany. Tak też się stało.
Wczorajsze notowania otwierają drogę do testu linii prowadzonej po dołkach z 6 i 17 marca. Nie wydaje się, by już przy pierwszej próbie jej przecięcia mogło się to zakończyć sukcesem podaży. W tym kontekście warto rozważyć koncepcję tworzenia na wykresie formacji klina zwyżkującego, którego górną granicę wyznaczałaby linia biegnąca po szczytach z 10 i 21 marca. Nawet w przypadku dalszej zniżki stwarzałoby to możliwość ponownego wzrostu w okolice 1140 pkt. To właśnie ta bariera ma obecnie kluczowe znaczenie z punktu widzenia szans na trwalsze ocieplenie koniunktury. Gdyby doszło do jej sforsowania, WIG20 dotarłby szybko w rejon 1200 pkt.
Niestety, ani wskaźniki techniczne, ani układ średnich kroczących nie pomagają ocenić, która strona może przeważyć w najbliższych tygodniach. Pewne ostrzeżenia wysyła średnia ze 100 sesji, która od 2 tygodni stopniowo zniżkuje. Ten fakt skłania do postawienia tezy, że z początkiem roku w segmencie największych spółek znów zapanowała bessa. Do tej pory nie pojawiły się wyraźne sygnały jej zakończenia.