Odejście od waloryzacji rent i emerytur było jedną z najbardziej kontrowersyjnych propozycji zawartych w reformie finansów publicznych. Nieoficjalnie mówiło się, że przeciwny jej jest minister gospodarki i pracy Jerzy Hausner. Jak mówił wczoraj na spotkaniu z członkami Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego wicepremier Kołodko, mechanizm podwyższania tych świadczeń jest wadliwy, ale decyzje w sprawie przyszłorocznej wysokości emerytur już zapadły. Jego zdaniem, ostatnia marcowa podwyżka będzie kosztować ok. 4 mld zł brutto w skali roku. - Oczywiście, lepiej byłoby mieć tę pulę do dyspozycji - mówił G. Kołodko.
Szef resortu finansów powiedział, że dzięki przeprowadzeniu planu likwidacji pozostałych indeksacji zaoszczędzi się 12 mld zł. - O tyle wydatki budżetu nie wzrosną - mówił G. Kołodko. Dodał, że nie ma możliwości przeprowadzenia głębszych cięć. - Ci, którzy mówią o ograniczeniu transferów socjalnych, niech wskażą konkretnie, komu zabrać - powiedział.
Wicepremier jeszcze raz zaapelował o poparcie reformy finansów. Jego zdaniem, jej porażka będzie oznaczać zwiększenie deficytu budżetowego już w przyszłym roku do 60 mld zł. Przy kwocie 65 mld zł - według wyliczeń ministra - dług publiczny przekroczy pułap 60% PKB.
- A to już jest katastrofa i wielki kryzys. Nie tylko ekonomiczny, ale też polityczny - mówił G. Kołodko.
I dlatego, zdaniem Grzegorza Kołodki, nie ma żadnej alternatywy dla programu naprawy finansów publicznych. - Jeśli z powodów politycznych albo z głupoty zostanie on odrzucony, to czekają nas straszne rzeczy - ostrzega minister finansów. Jak powiedział, kolejny rząd nie będzie miał innego wyjścia, jak np. podnieść podatki, m.in. ze względu na gwałtowny wzrost udziału wydatków sztywnych w nakładach z budżetu. G. Kołodko ocenia, że w 2006 r. udział ten może się zwiększyć nawet do 90%.