W drugim półroczu 2002 r. NOM zanotował drastyczny spadek przychodów. Z czego wynikała ta sytuacja?
Dla każdego obserwatora rynku oczywiste było, że NOM nie utrzyma swojego udziału w rynku z okresu oferowania usług w systemie otwartym, kiedy klienci nie podpisywali umów. W kwietniu ubiegłego roku musieliśmy podpisać porozumienie z operatorem dominującym, które całkowicie zmieniło naszą relację z klientem. Obejmując stanowisko prezesa NOM, miałem za zadanie uratować spółkę przed bankructwem. Zapewniam, że bez podpisanego porozumienia dziś NOM zbankrutowałby.
Świadczenie usług w systemie zamkniętym to tak naprawdę drugi debiut NOM na rynku.
Posiadamy już ogólnopolską sieć punktów partnerskich, korzystamy z handlowców czy też telemarketingu. Proces budowy efektywnych kanałów dystrybucyjnych nie trwa jednak miesiąc, dwa czy nawet pół roku. Rzeczywiście, nasz udział w rynku zdecydowanie się zmienił, proszę jednak zauważyć, że udział wszystkich operatorów alternatywnych nie przekracza kilku procent.
Dodatkowo oferta zawierająca tylko jedną usługę, jaką są połączenia międzystrefowe, nawet gdy jest wyraźnie tańsza, nie jest tak atrakcyjna, jak cały pakiet usług, jaki może zaoferować klientowi operator dominujący. Nie oznacza to jednak, że nasza firma jest skazana na problemy. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że jest duży potencjał przed firmami tego typu. Wszystko zależy od rzeczywistej liberalizacji rynku, na co ciągle liczymy. Przykładowo, doskonałym uzupełnieniem oferty NOM skierowanej do klientów indywidualnych oraz małego i średniego biznesu są na przykład usługi dostępu do internetu. Tymczasem nasze negocjacje z operatorem narodowym na temat możliwości oferowania tego produktu trwają od września zeszłego roku i przedłużają się z niewiadomych dla nas przyczyn. Taka sytuacja skutecznie ogranicza nasz dostęp do rynku. Jest to dla nas tym bardziej niezrozumiałe, że inny operator alternatywny taką umowę ma. Podsumowując zatem, nasza pozycja uzależniona jest od arbitralnych decyzji operatora dominującego.