Nasz rynek nie wykorzystał szansy na jeszcze jeden wzrost po głosowaniu nad traktatem akcesyjnym i tuż przed unijnym referendum na Węgrzech. Przeszkodziły rynki zachodnie, w szczególności USA, gdzie zgodnie z tym co pisałem ostatnio, skończył się okres optymistycznego interpretowania wojennych doniesień. Najbardziej optymistyczna wiadomość, jaka mogła nadejść z frontu (obalenie reżimu), została przyjęta spadkami. Inwestorzy słusznie obawiają się, że koniec wojny obnaży fatalny stan amerykańskiej gospodarki, a po pierwszych miesiącach powojennej poprawy dołoży się jeszcze do tego rozczarowanie skalą ożywienia.
Spadkom zagranicznych indeksów po 2-5% od szczytów nasz rynek nie zdołał się wczoraj oprzeć. Czy jest to już koniec wzrostów (korekty bessy), czy też jedynie tylko korekta trendu wzrostowego? Patrząc w terminie kilku miesięcy stali czytelnicy wiedzą, że traktuje to jedynie jako korektę bessy, zaś jeśli mamy mówić o najbliższych tygodniach, to pomimo ostatniej słabości, nie przekreślałbym scenariusza wystąpienia jeszcze jednej fali wzrostowej.
Ostatni spadek z technicznego punktu widzenia traktować trzeba na razie jako korektę ostatniego trendu wzrostowego. Formacja podwójnego szczytu wskazuje wprawdzie, że powinniśmy testować początek luki hossy, ale nawet taki spadek byłby dopiero 38,2--proc. zniesieniem trendu wzrostowego zapoczątkowanego w marcu. Jeśli spadek zatrzymałby się już tutaj, to sam fakt tak łagodnej korekty dodawałby później optymizmu. Większe spustoszenie w technicznym obrazie rynku przyniosłoby dopiero zejście poniżej 50-proc. zniesienia. Wypada ono w okolicach górnego ograniczenia ponad dwumiesięcznej konsolidacji (1135 pkt.). Podsumowując - byki mogą dzisiaj cierpieć przez kolejne 19 pkt, ale nie mówiłbym jeszcze o powrocie bessy.