Agencji obrotu wierzytelnościami na rynku jest zaledwie kilka, skąd wziął się pomysł na taką działalność?
Rozpoczęliśmy ją w styczniu 1992 roku, jako jedna z 3-4 firm działających wtedy agencji w obrocie wierzytelnościami. I byliśmy w zasadzie pionierami tego rynku, gdyż w tamtym okresie nikt nie wiedział, co z wierzytelnościami można zrobić. Bardzo często odwiedzając na Śląsku dyrektorów ekonomicznych dużych państwowych firm, byłem przez nich niegrzecznie wypraszany, ponieważ twierdzili, że obrót wierzytelnościami jest niezgodny z prawem.
A Pan gdzie zdobył doświadczenie?
Jak to zwykle bywa - w prywatnej firmie. Prowadziliśmy spółkę zajmującą się obrotem stalą i napotkaliśmy zatory płatnicze, które zaczęły powstawać na początku lat 90. Aby je rozliczać, trzeba było posiłkować się bądź towarami, bądź wierzytelnościami. Zaobserwowaliśmy, że inni wykorzystują ten instrument i zdecydowaliśmy się zająć obrotem długiem zawodowo, ograniczając się tylko do tej działalności.
W tamtym czasie obrót koncentrował się na wierzytelnościach pochodzących od sektora stalowego i węglowego. Zasada działania była bardzo prosta. Kapitał państwowy gromadzony był w dużych firmach: hutach i kopalniach, a kapitał prywatny - w niewielkich firmach handlowych. Chodziło o to, by kapitał państwowy przepłynął do sektora prywatnego. W jaki sposób? W taki, że firma prywatna zamawiała stal lub węgiel w spółce państwowej, nie płaciła za ten towar, ale jednocześnie skupowała długi huty od innych podmiotów z dyskontem. Powodowało to przyspieszoną akumulację kapitału w spółkach prywatnych. My rozpoczęliśmy jako pośrednicy, dostarczając tym ostatnim wierzytelności hut i kopalń. I taki był początek.