Całe zamieszanie to efekt pomysłu resortu finansów na walkę z szarą strefą w obrocie paliwami. Ministerstwo proponuje zrównanie stawki akcyzy na olej opałowy z podatkiem pobieranym od oleju napędowego. Nowa stawka miałaby wynosić 1129 zł na 1 tys. litrów. Dziś w przypadku oleju opałowego akcyza wynosi 195 zł na 1 tys. litrów. Dzięki zrównaniu podatku, ocenia ministerstwo, uniemożliwiono by wyłudzanie akcyzy, sprzedając np. olej opałowy jako napędowy.
Aby jednak złagodzić skutki tak drastycznej podwyżki, ministerstwo przewidziało możliwość zwrotu podatku pomniejszonego o 185 zł. Zgodnie z projektem rozporządzenia, który został już przesłany do konsultacji społecznych, prawo do zwrotu przysługiwałoby wszystkim nabywcom oleju - o ile zostałby on użyty do ogrzewania. Zwrot ma następować na podstawie specjalnego wniosku. Miałyby się w nim znaleźć takie dane, jak np. "oświadczenie o posiadaniu urządzenia grzewczego" i "określenie powierzchni ogrzewanej za pomocą danego urządzenia grzewczego". Do tego podatnik musi załączyć fakturę.
- Idea jest słuszna i będziemy jej bronić. Ale na razie rozporządzenie jest silnie kontestowane przez różne środowiska. Trudno powiedzieć, czym to się skończy - usłyszeliśmy od jednego z urzędników Ministerstwa Finansów.
Problem z nadmierną biurokracją może być nie do przejścia dla reorganizującej się służby celnej. Choć w rozporządzeniu mowa jest o tym, że o zwrot akcyzy trzeba ubiegać się w urzędzie skarbowym, to, zgodnie z tzw. ustawą konsolidującą, całość rozliczeń akcyzy ma przejąć właśnie administracja celna. Rząd chciał, aby nastąpiło to już 1 lipca br., ale projekt ustawy utknął w parlamencie.
- Szczególnie newralgiczna jest sprawa zwrotu różnicy w akcyzie. Służby celne już dziś są poważnie zaniepokojone nowym obciążeniem - mówi nasz rozmówca.