"W naszym interesie leży, aby do strefy euro wejść po kursie jak najsłabszym, w celu przerzucenia kosztów tego procesu na innych" - powiedział Belka podczas wykładu w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania. "To powinien być cel polskiej polityki gospodarczej" - dodał.
Minister finansów Grzegorz Kołodko opowiada się za jak najszybszym wejściem do strefy euro, ale jednocześnie wielokrotnie zastrzegał, że kwestią ważniejszą od daty przyjęcia wspólnej waluty jest kurs, po jakim ma nastąpić wymiana złotego na euro. Również Narodowy Bank Polski opowiada się za jak najszybszym przyjęciem euro.
Kołodko mówił na początku kwietnia, że ówczesny kurs złotego do euro, wynoszący ok., 4,40 zł, jest korzystny dla gospodarki, gdyż wspiera polski eksport, a jednocześnie jest długookresowym kursem równowagi, przy którym Polska mogłaby wejść do strefy euro.
Jednocześnie Belka podtrzymał swój pogląd, że do członkostwa w Unii Gospodarczo-Walutowej Polska nie powinna się śpieszyć. Uważa on bowiem, że ograniczanie deficytu budżetowego do 3,0% Produktu Krajowego Brutto (PKB), czyli spełnienie jednego z głównych kryteriów konwergencji nominalnej, hamowałoby rozwój polskiej gospodarki. Zmniejszając wydatki, zmniejsza się konieczny dla gospodarki popyt, uważa Belka.
Z drugiej strony Belka nie zgadza się z możliwością zwalczania deficytu budżetowego poprzez podwyższenie podatków, co miałoby skompensować wzrost poziomu wydatków.