Czwartkowe notowania na europejskich parkietach przebiegały w spokojnej, typowo świątecznej atmosferze. Inwestorzy nie zdradzali najmniejszej ochoty do handlu, co przełożyło się na wyraźny spadek obrotów. Tej niechęci do podejmowania decyzji na ostatniej sesji w tym tygodniu, nie zmącił nawet fatalny raport z amerykańskiego rynku pracy. Dane te po raz kolejny pokazują, że bezrobocie dalej jest dużym, a nawet bardzo dużym problemem w USA. Pomimo tego, odczyt ten nie popsuł przedświątecznych nastrojów w Europie. Indeksy kontynuowały poranne zwyżki (zwłaszcza niemiecki DAX, który zyskiwał ponad 1,5 proc.), nie zważając też na to, że sytuacja w jakiej po środowej sesji znalazły się amerykańskie indeksy, jest delikatnie mówiąc, nieciekawa.
Średnia Przemysłowa Dow Jones już drugi raz zatrzymała się w obszarze długiej czarnej świecy z 24 marca br. Środowa czarna świeca w połączeniu ze spadającą gwiazdą z 7 kwietnia br. sugeruje, że przewagę na rynku będzie mieć podaż. Najbardziej więc prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe dni będzie spadek poniżej 8000 pkt. Wsparcie na tym poziomie tworzy lokalny dołek z 31 marca br. Tam też, można oczekiwać większej aktywności popytu. Jednak jako, że nie jest to zbyt silna bariera popytowa, należy się liczyć z jej przełamaniem i szybkim spadkiem o dalsze 6 proc. Dopiero na poziomie 7524 pkt. (dołek z 11 marca) byki mogą powalczyć o kontrolę nad rynkiem.
Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia na pozostałych dwóch najważniejszych amerykańskich indeksach. Zarówno w przypadku Nasdaq Composite, jak i S&P500, strona podażowa ma przewagę. Jest ona na tyle duża, że można wykluczyć każdy inny (krótkoterminowy) scenariusz, niż ten zakładający zejście w rejon lokalnego dołka z 31 marca br. Przy czym należy pamiętać, że będzie to najmniejszy wymiar kary, jaki za swą nieporadność na poziomie 1425 pkt. (Nasdaq Composite) i 895 pkt. (S&P500), mogą ponieść kupujący. Na tyle mały, że aż trudno uwierzyć, żeby wsparcia te zdołały uchronić te indeksy przed głębszymi spadkami.