Dwie trzecie amerykańskich banków, które przedstawiły już raporty kwartalne, zanotowało wyniki lepsze od uśrednionych przewidywań analityków podsumowanych przez firmę Thomson Financial. Prognozy okazały się średnio o 7% gorsze niż w rzeczywistości. Jak twierdzą obserwatorzy, może to być efekt asekuracyjnej postawy autorów rekomendacji. Większość analityków w końcu lat 90., gdy na rynkach panowała hossa, przedstawiła zbyt optymistyczne prognozy i teraz specjaliści wolą prognozować gorsze rezultaty niż ryzykować ponownie utratę wiarygodności.
- Prognozy dla banków na ten kwartał były bardzo konserwatywne. Przyjęto zasadę: przewiduj najgorszy możliwy wynik, a jeśli będzie lepiej - to świetnie - powiedział Bloombergowi Joe Cooper z Thomson Financial Call.
Co ciekawe, najbardziej niedoszacowane prognozy pojawiły się w przypadku bezpośrednich pracodawców analityków, czyli banków inwestycyjnych. Zyski J.P. Morgan Chase, Goldman Sachs czy Morgan Stanley okazały się nawet o kilkadziesiąt procent wyższe od prognozowanych. Specjaliści nie przewidzieli przede wszystkim tego, że instytucje te znacznie większe wpływy osiągną z handlu obligacjami i z działalności na rynku surowców.
J.P. Morgan Chase zarobił w I kwartale br. o 35% więcej niż wynikało z zestawienia prognoz analityków wykonanego przez Thomson Financial. Inny potentat z Wall Street - Goldman Sachs - zanotował zysk na jedną akcję w wysokości 1,29 USD, podczas gdy spodziewano się, że będzie to niecały dolar. W przypadku największego światowego domu maklerskiego Merrill Lynch przynajmniej pięciu analityków spodziewało się, że na jeden walor firma zarobi 58 centów lub mniej. Tymczasem zysk wyniósł 72 centy.
Brock Vandervliet z Lehman Brothers, który o ponad 50% pomylił się w prognozie zysku J.P. Morgan Chase, broni jednak analityków. - Ocena wyników banków inwestycyjnych to bardzo trudne zadanie. Zbyt wiele czynników składa się na te rezultaty. Można to porównać do żeglowania na wietrze, który raz po raz zmienia kierunek - stwierdził.