Reklama

Polityczny sektor

Utrata wartości aktywów naftowych, należących do Skarbu Państwa i nieefektywne zatrudnianie tysięcy ludzi w państwowych spółkach, to efekty przedłużającego się procesu prywatyzacji polskiego sektora naftowego. Kto jest temu winien? Kto zyskał na opóźnianiu sprzedaży państwowego majątku? Nikt nie przyznaje się do błędów.

Publikacja: 26.04.2003 09:51

Koncepcja powołania Nafty Polskiej została opracowana w 1993 roku. Jej autorem jest Andrzej Olechowski. Twierdzi on jednak, że forma, w jakiej działa obecnie NP, w prawie żadnym punkcie nie przypomina zapisów sprzed 10 lat. nawet nazwa jest inna, niż ta jaką proponował.

Marek Pol miał wizję

Po dwóch latach ustaleń i negocjacji (w styczniu 1995 roku) Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów przyjął program restrukturyzacji sektora naftowego. Opracował go zespół pod kierownictwem Marka Pola - ówczesnego ministra przemysłu. Po akceptacji projektu, nastąpiły zmiany polityczne (odwołano rząd premiera Waldemara Pawlaka) i problemami firm paliwowych zajęto się dopiero rok później.

W tym czasie trwały silne naciski firm, które miały być podmiotami programu restrukturyzacji. Opór stawiał zarząd Centrali Produktów Naftowych (właściciel popularnych, pomarańczowych stacji benzynowych). Od początku osoby związane z CPN nie zgadzały się na podział centrali, ani na odsprzedanie części jej stacji.

Karuzela znanych nazwisk

Reklama
Reklama

Oficjalnie agendę rządową powołano do życia w maju 1996 roku. Powstała w formie spółki akcyjnej. "Proces prywatyzacji rafinerii jest konieczny, ze względu na malejącą atrakcyjność rafinerii w wyniku obniżania się barier ochronnych i zmniejszenia ograniczeń importowych" - czytamy w pierwszym oświadczeniu Nafty Polskiej z 1996 r.

W skład 11-osobowej rady nadzorczej weszli Ryszard Pazura, ówczesny wiceminister finansów, Paweł Czechowski, Roman Czerwiński - wiceminister przemysłu, Piotr Czyżewski - obecny minister resortu skarbu, Marek Dietrich, Bronisław Kamiński, Marian Kanton z Pekao, Krzysztof Szamałek - obecnie podsekretarz stanu w Ministerstwie Ochrony Środowiska, Władysław Szymański - były doradca Waldemara Pawlaka i Włodzimierza Cimoszewicza, Mirosław Wyrzykowski oraz Jerzy Zimowski - były wiceminister spraw wewnętrznych. Prezesem Nafty Polskiej został Jerzy Kamiński - podsekretarz stanu w ówczesnym Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. Do zarządu spółki weszli Marek Bakuła z CPN, Sergiusz Najar - z Banku Handlowego, a obecnie podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury oraz Władysław Wawak z Petrochemii Płock, obecnie z PKN Orlen, i Marek Foltynowicz z Rafinerii Gdańskiej.

M. Foltynowicz bardzo dobrze wspomina pierwsze lata pracy. - Pierwszy zarząd Nafty Polskiej składał się z fachowców. Wszyscy byliśmy przy tworzeniu programu restrukturyzacji i prywatyzacji sektora naftowego. Mieliśmy wizję, jak to zrobić i, co ważne, mieliśmy poparcie naszego właściciela, czyli ministra skarbu - twierdzi M. Foltynowicz.

Miały być dwa ośrodki

paliwowe

Pierwotnym założeniem Nafty Polskiej, które opierało się na programie restrukturyzacji sektora naftowego, było utworzenie dwóch, konkurencyjnych ośrodków paliwowych w Polsce. Z CPN wydzielono Dyrekcję Eksploatacji Cystern, zajmującą się transportem kolejowym (obecnie jej właścicielem jest amerykański GATAX Rail Overseas) i spółkę Naftobazy, oferującą usługi magazynowania paliw. Samą CPN chciano podzielić tak, aby wszystkie rafinerie otrzymały część sieci dystrybucji. Tymczasem jednak doszło do zmian w zarządach zarówno Petrochemii Płock, jak i samego CPN.

Reklama
Reklama

Co zrobili fachowcy w pierwszych latach funkcjonowania NP? - Sporo. Ja sam zajmowałem się prywatyzacją i restrukturyzacją rafinerii południowych. Za mojej kadencji sprzedaliśmy dwie - Trzebinię i Jedlicze. Kupiła je ówczesna Petrochemia Płock - mówi M. Foltynowicz. Były wiceprezes Nafty Polskiej zaznacza, że jego sukcesem było również częściowe sprywatyzowanie Rafinerii Jasło. - Sprzedaliśmy tamtejszy dział sadz technicznych - zaznacza M. Foltynowicz. Zgodnie z jego zaleceniami, firma nie przejadła tych pieniędzy. W zeszłym roku uruchomiono w Jaśle instalację do przerobu tworzyw sztucznych. Powstała właśnie dzięki środkom ze sprzedaży. - Bardzo wspomogłem proces prywatyzacji polskiego sektora paliwowego. Petrochemia Płock kupiła dwie rafinerie znajdujące się na południu Polski - Trzebinię i Jedlicze - wspomina Konrad Jaskóła, prezes Polimeksu Cekopu, od 1993 r. do 1997 r. prezes ówczesnej Petrochemii Płock. K. Jaskóła twierdzi, że analizował również możliwość ścisłej współpracy z Rafinerią Gdańską. - Wtedy co prawda koncentrowałem się przede wszystkim na modernizacji instalacji i organizacji sieci dystrybucji, ale nie wykluczałem powiązań kapitałowych z gdańską spółką, choć o to nie zabiegałem - twierdzi prezes Polimeks Cekopu.

Zamknąć

południowe rafinerie

Nafta Polska już na początku swojego funkcjonowania chciała doprowadzić do zlikwidowania przerobu ropy naftowej w południowych rafineriach. - Mieliśmy plan stopniowego wygaszania rafinacji na południu Polski. Miałby trwać dwa lata, w ciągu których firmy przestawiłyby się na inny profil produkcji - mówi M. Foltynowicz.

Shell, BP, Conoco,

Agip chciały kupić

Reklama
Reklama

Petrochemię Płock

Były prezes ówczesnej Petrochemii Płock twierdzi, że przejęciem kontroli nad największą polską firmą naftową interesowały się światowe koncerny paliwowe. Płocką centralę spółki systematycznie odwiedzali przedstawiciele BP, Shell, AGIP i Neste. Największe zainteresowanie inwestycją wyrażał ówczesny Conoco. - Na początku chcieliśmy, żeby zagraniczny inwestor wsparł finansowanie modernizacji płockiej rafinerii o wartości 2 mld USD. Później jednak zdecydowaliśmy się na samodzielne przeprowadzenie inwestycji i wariant wejścia na warszawską giełdę - wspomina K. Jaskóła.

Część analityków branży naftowej twierdzi, że 2 mld USD, które firma zainwestowała w rozwój techniczny instalacji, to co najmniej o 200 mln USD za dużo. K. Jaskóła uważa, że opinie te są bezpodstawne. - To bardzo płytkie spojrzenie. Tak - to prawda, że obecnie moce produkcyjne płockiego koncernu nie są w pełni wykorzystane, ale sytuacja zmieni się po uruchomieniu większej produkcji petrochemicznej - twierdzi K. Jaskóła.

Konflikt interesów?

Część specjalistów, związanych z branżą paliwową twierdzi, że struktura w jakiej działa obecnie NP, prowadzi do powstania typowego konfliktu interesów. Samo prowadzenie przez jedną instytucję prywatyzacji dwóch, konkurencyjnych wobec siebie firm jest etycznie wątpliwe. Wiadomo, że sprzedający chce otrzymać możliwie najwięcej środków, a kupując zapłacić jak najmniej. Jak ma się w tej sytuacji zachować Nafta Polska, która powinna sprzedać Rafinerię Gdańską za możliwie najwyższą cenę, nie narażając PKN Orlen na przepłacenie?

Reklama
Reklama

Innym przykładem konfliktu interesów związanych ze strukturą NP jest np. akceptacja budowy instalacji zgazowania ciężkich pozostałości po przerobie ropy naftowej (tzw. IGCC), która ma być uruchomiona w Gdańsku. Spowoduje ona wzrost sprzedaży paliw i zaostrzenie konkurencji na rynku. W rezultacie akceptacja inwestycji doprowadzi do spadku wartości PKN Orlen. Paweł Olechnowicz, prezes Rafinerii Gdańskiej, twierdzi, że nie dojdzie do takiej sytuacji, gdyż zwiększona produkcja spółki będzie kierowana na eksport.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama