Oficjalnych prognoz nie ma, ale w rozmowach z nami przedstawiciele resortu skarbu przyznają, że jest zbyt mało czasu, aby jeszcze przed końcem półrocza nastąpił przełom w procesie prywatyzacji. - Musielibyśmy mieć jakieś transakcje w pełni przygotowane, właściwie na ukończeniu. A nie mamy - powiedział nam jeden z nich.
To oznacza, że MSP będzie bardzo trudno pozyskać więcej niż 1,4 mld zł. - Nic nie wiem o tym, żeby miało być więcej - dodaje nasz rozmówca. Na razie w państwowej kasie jest niecałe 1,2 mld zł ze sprzedaży udziałów. To przede wszystkim zasługa ostatniej transakcji. Za ok. 685 mln zł belgijski Electrabel dokupił 60% akcji Elektrowni Połaniec. Sprzedaż zielonogórskiego Polmosu, której finał ma nastąpić po długim majowym weekendzie, będzie trzecią co do wartości prywatyzacją w tym roku. Za pakiet kontrolny firmy Skarb Państwa ma dostać ok. 130 mln zł. Kupującym będzie najprawdopodobniej szwedzka firma V&S.
Łącznie z tą operacją dochody z prywatyzacji wyniosłyby ponad 1,3 mld zł. Sprzedaż małych pakietów w spółkach SP dałaby kolejne 50-100 mln zł. Zanim doszło do podpisania umowy z Electrabelem, resort skarbu specjalizował się właśnie w małych transakcjach. Średnia wartość jednej wynosiła ok. 11,5 mln zł.
Ok. 1,4 mld zł wpływów z prywatyzacji to zaledwie 19% rocznego planu. To i tak lepiej niż rok temu. Wtedy wpływy wynosiły zaledwie 677 mln zł (niewiele ponad 10% zaplanowanej kwoty). Minister skarbu Piotr Czyżewski kilkakrotnie już podkreślał, że jego zamiarem jest zrealizowanie budżetowych zamierzeń, zgodnie z którymi prywatyzacja ma dać w tym roku 7,4 mld zł. Jest jasne, że bez dużych transakcji - jak dokończenie prywatyzacji PZU albo publiczna oferta PKO BP - nie uda się tych planów zrealizować. W ich powodzenie wątpią nawet przedstawiciele Ministerstwa Finansów, m.in. wiceministrowie Halina Wasilewska-Trenkner i Ryszard Michalski. Wiceminister Michalski kilka tygodni temu powiedział, że, jego zdaniem, dochody ze sprzedaży państwowych firm wyniosą w tym roku 4-4,5 mld zł.