Wczorajsza sesja upływała w spokojnej i wyważonej atmosferze. Żadna ze stron gry rynkowej nie przejęła bardziej zdecydowanie inicjatywy. Przez całą sesję dochodziło do wymiany ciosów, które nie czyniły przeciwnikowi większej szkody.

Notowania aktywnością przypominały te z długiego weekendu. Naszych inwestorów gdzieś wywiało. Spokój w początkowej części sesji był jeszcze zrozumiały. Tuż po południu miały zostać ogłoszone przez przedstawicieli Banku Anglii i Europejskiego Banku Centralnego decyzje w sprawie wysokości stóp procentowych. Oczekiwania niby były jednoznaczne - brak cięć, ale przecież nic nie jest na rynku pewne, więc po cichu liczono się z możliwością, że cięcie jednak nastąpi. Co ciekawe, te oczekiwania były na tyle powszechne, że gdy ogłoszono decyzję o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie, wyczuwalne było rozczarowanie. Najwyraźniej widać to było na rynku walutowym, gdzie najpierw zyskał na wartości funt, a po trzech kwadransach zyskało euro.

Byków cieszyć może wygląd dziennej świecy. Zamknięcie na poziomie maksimum danej sesji zwykle postrzegane jest pozytywnie. Trzeba jednak zauważyć, że końcowy wzrost wartości kontraktów w dużej mierze zawdzięczamy fixingowi o 16.10. Już niejednokrotnie takie końcowe wyciąganie cen kończyło się dla kupujących niezbyt szczęśliwie. Czy tym razem będzie podobnie? Takie "zabawy" należy oceniać jako mało wiarygodne. Nie można przecież zapominać, że środowemu spadkowi towarzyszył znacznie większy obrót. Wprawdzie możliwość wzrostów nie jest jeszcze przekreślona, ale chyba w taki sposób się do nich nie dochodzi. Trudno w takiej sytuacji mówić o sile rynku, a tylko ta skłaniałaby do kupna.