Produkcja fabryk, kopalni i zakładów użyteczności publicznej zmniejszyła się w kwietniu o 0,5%, a więc o tyle samo, ile w marcu. Był to już szósty spadek produkcji w ostatnich 9 miesiącach. Wykorzystanie mocy wytwórczych przemysłu wyniosło 74,4%, wobec 74,8% w marcu i było najmniejsze od czerwca 1983 r.
Wydatki konsumentów i spółek nie zmieniły się w kwietniu w stosunku do marca, co spowodowała wojna w Iraku i rosnące ceny energii. Bez oznak wyraźnego wzrostu popytu przemysłowcy nie będą zwiększali produkcji, przeciwnie - nadal będą ją ograniczali, zmniejszając zatrudnienie i skracając czas pracy.
Do kwietniowego spadku produkcji w USA najbardziej przyczyniło się jej zmniejszenie w fabrykach samochodów i części motoryzacyjnych. Największy na świecie producent aut, General Motors, zapowiedział zmniejszenie produkcji w bieżącym kwartale o 10%, a Ford wyprodukuje o 16% mniej samochodów. Mazda w jednej trzeciej należąca do Forda zamknie swoje amerykańskie fabryki na tydzień w maju i w czerwcu, by osiągnąć prognozowany na 24% wzrost zysku netto w tym roku. Spadek produkcji przemysłowej w kwietniu spowodował zmniejszenie liczby miejsc pracy o 95 tys. i skrócenie tygodnia pracy do 40,5, z 40,8 godziny w marcu.
Innym dowodem słabej koniunktury gospodarczej w USA był spadek w kwietniu indeksu cen produkcyjnych o 1,9%. Był on ponad dwa razy większy niż prognozowali analitycy. Bez uwzględniania żywności i energii ceny spadły o 0,9%, a więc najbardziej od sierpnia 1993 r.
Najsłabsze od czasów recesji tempo wzrostu gospodarczego w ostatnich sześciu miesiącach zmusiło spółki do trzymania w ryzach cen lub do ich obniżania, by tylko znaleźć nabywców. A to grozi niebezpiecznym w skutkach połączeniem utrzymującej się słabości gospodarczej z obniżaniem cen, co może doprowadzić do deflacji, z której o wiele trudniej wyjść niż z recesji. Konsumenci i spółki będą się bowiem wstrzymywali z kupowaniem wszelkich towarów, poza podstawowymi, w nadziei, że mogą one jeszcze stanieć.