Poniedziałkowe notowania stanowiły silny argument, że mocny wzrost z poprzedniego tygodnia nie był zwiastunem trwalszego ruchu w górę, ale kolejnym wyskokiem w ramach wielotygodniowej tendencji bocznej. Nie widać sygnałów zapowiadających jej zakończenie. Ciążące nad rynkiem widmo powtórki scenariusza z maja 2002 r. każe ustawić w bardziej uprzywilejowanej posiadaczy krótkich pozycji.

Od ponad miesiąca kontrakty poruszają się pomiędzy 1120 i 1180 pkt. Dolna granica tego przedziału jest związana z linią trendu wzrostowego, zapoczątkowanego przed ponad 2 miesiącami. Górną stanowi kwietniowe maksimum. Wczorajsza sesja nie odebrała szans żadnej ze stron. Kupujący bez większego problemu obronili wsparcie przy 1156 pkt, wyznaczane przez szczyt z 5 maja. To on stanowi główną zaporę przed testem linii trendu. Dlatego wydaje się, że strefa 1143-56 pkt ma obecnie decydujące znaczenie. Jej sforsowanie da sygnał do zamykania długich pozycji i zachęci do powrotu do gry na krótko. Jest prawdopodobne, że tym razem byłoby to wreszcie średnioterminowe wskazanie, zapowiadające ukształtowanie się wielotygodniowej tendencji spadkowej.

To przypuszczenie ma oparcie w tworzącej się na dziennym MACD negatywnej dywergencji. Po raz ostatni z podobnym układem mieliśmy do czynienia na początku roku. Wtedy trafnie zapowiedział on solidną i dość szybką przecenę, o ok. 170 pkt lub 14%. Gdyby teraz spadek miał mieć podobną siłę kontrakty dotarłyby do w okolice 1000 pkt. Wydaje się, że z chwilą spadku poniżej 1143, a potem 1120 pkt warto potraktować krótką pozycję jako inwestycję średniookresową. Będzie miała ona szanse wynagrodzić długi okres "beztrendzia".