Według L. Balcerowicza, rozwiązanie rezerwy rewaluacyjnej (jest to różnica pomiędzy obecną wartością walut zagranicznych będących w posiadaniu NBP a ceną, po jakiej zostały one kupione) oznaczałoby dodrukowanie pieniędzy, a to doprowadziłoby do wzrostu inflacji. - NBP musiałby przeciwdziałać tym zjawiskom poprzez operacje otwartego rynku. A to podniosłoby koszty obsługi długu publicznego - powiedział L. Balcerowicz na posiedzeniu Komisji Finansów Publicznych. - Takim działaniom towarzyszyłby wzrost kosztów NBP i spadek dochodów budżetowych pochodzących od banku centralnego - dodał. Wprowadzając dodatkowe pieniądze do gospodarki, bank centralny musiałby zwiększyć swoje zadłużenie, emitując bony pieniężne.
Szef NBP zaproponował jednak rządowi zaciągnięcie pożyczki w banku centralnym i przeznaczenie tych środków na spłatę zadłużenia zagranicznego. Taką operację przeprowadzono już raz w 2001 r. NBP pożyczył wtedy resortowi finansów 2,1 mld USD, a w zamian za to wyemitował obligacje. Za pozyskane środki MF spłaciło przed terminem zobowiązania wobec Brazylii. Dzięki temu zmniejszyły się koszty obsługi długu.
W opinii Grzegorza Wójtowicza z Rady Polityki Pieniężnej, jest możliwość, aby w przypadku takiej transakcji nastąpiło zmniejszenie rezerwy rewaluacyjnej. - Wszystko zależy od przyjętego sposobu rozliczeń - powiedział nam G. Wójtowicz. Jedną z możliwości jest spłata w złotych pożyczki zaciągniętej w dolarach.
Zgodnie z ostatnimi danymi z listopada ub.r., wartość rezerwy rewaluacyjnej wynosiła 27,4 mld zł. Rezerwy walutowe były natomiast warte 29,8 mld USD.