Zdaniem prof. Orłowskiego, podstawową szansą, jaką daje akcesja, jest przyspieszenie gospodarcze. - Nawet, jeśli miałoby się okazać, że Polska w początkowym okresie będzie płatnikiem netto, to potrwa to maksymalnie 2 lata. W ciągu 3-4 lat wartość środków z Unii będzie rosnąć. Z samych funduszy strukturalnych napłynie do nas 4% PKB, podczas gdy składka to ok. 1% PKB - uważa.
Według W. Orłowskiego, korzyści będzie więcej - np. skuteczniej będzie można walczyć ze zjawiskiem cen transferowych. Niebezpiecznie zrobi się natomiast wówczas, gdy Polacy powiedzą "nie" w referendum unijnym.
- Uczestnicy rynku dawno już uznali, że w 2004 r. Polska stanie się członkiem Unii Europejskiej. Pod tym kątem podejmowali swoje decyzje. Jeśli do Unii nie wejdziemy, to nastąpi przewartościowanie oceny ryzyka inwestowania w Polsce - uważa prof. Orłowski. Jego zdaniem, bezpośrednim skutkiem będzie znaczne osłabienie złotego i wzrost inflacji. - Wzrost cen będzie znacznie większy niż w przypadku przystąpienia do Unii, a poza tym obejmie wszystkie grupy towarów - ocenia.
Według ekonomistów, integracji z UE nie muszą się także bać przedsiębiorcy. Zdaniem Macieja Grabowskiego, wiceprezesa Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, nastąpi wzrost konkurencji, ale nie będzie on znaczny. Jak mówi wiceprezes Grabowski, te firmy z Unii, które były zainteresowane naszym rynkiem, już na nim są. Jego zdaniem argumenty o tzw. szoku integracyjnym są przesadzone. - Nie ma powodów, żeby sądzić, że nastąpi wstrząs porównywalny z tym z początku lat 90. Nawet najbardziej kosztowne zmiany, jakie czekają polskie przedsiębiorstwa, zostały rozłożone na lata - uważa M. Grabowski.