Zarządzający aktywami szacują, że indeks WIG 20, który w poniedziałek na zamknięciu wzrósł do 1.178,8 punktu punktów może co najwyżej dojść do poziomu 1.200 punktów, ewentualnie 1.240 punktów, co daje wzrost rzędu dwóch-pięciu procent na przestrzeni dziewięciu najbliższych sesji.
Taki scenariusz ma szanse powodzenia jeżeli rosnąć będą indeksy na giełdach we Frankfurcie i Nowym Jorku, z którymi WIG 20 jest silnie skorelowany. W przeciwnym razie polski rynek będzie się po prostu opierać światowemu trendowi spadkowemu.
"Myślę, że referendum sprawia, że będziemy rynkiem silniejszym niż giełdy zachodnie. (...) Jeżeli tam ceny będą rosły, to bardzo nam to pomoże i WIG 20 może nawet zaatakować szczyty ze stycznia (1.242), jednak nie spodziewam się, by zostały one pokonane" - powiedział Paweł Borys, zarządzający aktywami w TFI DWS.
Natomiast po referendum nie ma co liczyć na kontynuację wzrostów w myśl giełdowej zasady "kupuj na plotkach, sprzedawaj na faktach". Zarządzający i maklerzy sądzą, że po zamknięciu urn i ogłoszeniu frekwencji część zagranicznych graczy, która ostatnio zdecydowała się na zakupy na warszawskiej giełdzie może po prostu realizować zyski.
W ciągu dwóch minionych tygodni na kilku sesjach zagraniczni inwestorzy przypuścili atak na krajowe akcje przełamując panujący na parkiecie marazm i przyczyniając się do sporych wzrostów indeksów. Według maklerów, była to po części gra pod referendum.