Reklama

Skończył się czas silnego dolara

Ostatnich kilka miesięcy upłynęło pod znakiem sporych wahań na rynku walutowym. Wpłynęło to na stan finansów wielu rodzin, posiadających kredyty lub oszczędzających w obcych walutach. Ci, którzy trzymali wolne środki finansowe we wspólnej walucie i posiadali dolarowe kredyty, mieli powody do zadowolenia. Odwrotna kombinacja przekładała się na znaczne straty.

Publikacja: 29.05.2003 15:12

Od początku kwietnia utrzymuje się tendencja do silnego osłabiania się złotego względem amerykańskiej waluty. Kurs dolara obniżył się w tym czasie o ok. 10%. Jednocześnie cena polskiego pieniądza względem euro prawie się nie zmieniła. W największym stopniu było to wynikiem dużych zmian kursów walutowych na międzynarodowych rynkach - szczególnie jeśli chodzi o relację dolara do euro (stracił na wartości ok. 10%). Dla wielu Polaków to nowa sytuacja. Byliśmy przyzwyczajeni do tego, że lokaty w obcych walutach, a szczególnie w dolarze, stanowią bezpieczną inwestycję, na której trudno stracić. Poza tym do tej pory, jeśli złoty tracił na wartości, to wobec wszystkich walut, jeśli zyskiwał, to również w odniesieniu do wszystkich. W ostatnim czasie reguła przestała być aktualna. Nasza gospodarka staje się w coraz większym stopniu częścią światowego organizmu gospodarczego i coraz łatwiej transmituje zachodzące w nim procesy. Jednym z nich jest trwająca od początku 2002 r. obniżka wartości dolara. Przez lata 90. mieliśmy do czynienia z odwrotną sytuacją i dlatego wielu analitykom czy ekonomistom trudno uwierzyć w skalę tego zjawiska. W nieco ponad rok "zielony" stracił wobec euro 35%. Trzeba przyznać, że sporo.

Przestawić myślenie

Kluczowe w tej chwili pytanie brzmi: jak długo ta tendencja się utrzyma, bo niewątpliwie przekłada się na stan naszych kont walutowych. Na wykresie ceny euro w dolarach (EUR/USD) widzimy, że zbliża się do ważnego poziomu 1,22, gdzie został ustanowiony szczyt notowań w połowie 1998 r. Jest to silna bariera broniąca dolara przed dalszym spadkiem. Możliwości są zatem dwie. Mniej więcej na tym poziomie zakończy się, przynamniej tymczasowo, wyprzedaż amerykańskiej waluty. W przypadku pokonania tej bariery należy się spodziewać dalszej ucieczki od dolara, która wtedy może przybrać paniczny charakter. Argumentów ,,za' i ,,przeciw'' takiemu wariantowi można wskazać mnóstwo i tak naprawdę rozstrzygnięcie w tej chwili, który scenariusz się zrealizuje, jest bardzo trudne. Sam stawiałbym na zatrzymanie zwyżki euro w okolicach 1,22 dolara i na odbudowywanie jego pozycji w drugiej połowie roku. Przeciw takiemu wariantowi przemawia to, że amerykańska gospodarka, pomimo swoich obecnych kłopotów, jest i tak w lepszej kondycji niż europejska. Tej ostatniej nie sprzyja między innymi właśnie rosnący kurs euro, który podraża dobra produkowane w krajach strefy euro i czynni je mniej atrakcyjnymi dla zagranicznych odbiorców. Z tego w pewnym momencie zdadzą sobie sprawę inwestorzy i zaczną wracać do dolara. To wpłynie na jego umocnienie.

Polityka osłabia złotego

Niestety, zmiany na rynku euro i dolara to tylko jeden z czynników wpływających na wartość złotego względem obu tych walut. Od początku roku spore znaczenie odgrywają wydarzenia na scenie politycznej. Gospodarka polska jest jedną z najsłabszych w regionie. To zniechęca zagranicznych inwestorów do naszego kraju i powoduje, że złoty zachowuje się nieco słabiej niż waluty innych krajów, mających za rok wejść do Unii Europejskiej, np. korona czeska czy węgierski forint. Spójrzmy na wykresy ceny euro i dolara w złotych. Na pierwszym widzimy, że kurs od 2 lat pozostaje pomiędzy dwiema liniami, łączącymi odpowiednio kolejne dołki i szczyty (minima i maksima). Ostatni raz zawędrował w końcu marca do górnej, która dziś przebiega na wysokości 4,5 zł i stanowi barierę przed wzrostem ceny euro. Można zakładać, że nie dojdzie do jej przełamania. Gdyby jednak tak się stało, konsekwencje byłyby bardzo poważne. Można byłoby się spodziewać, że cena euro urośnie o tyle, ile wynosi odległość pomiędzy tymi dwiema liniami, czyli o 15%, do 5,2 zł.Odwrotna sytuacja ma miejsce na wykresie ceny dolara w złotych. Tutaj kurs dolara od 2 lat się obniża. Dynamikę tej tendencji opisują dwie równoległe proste, biegnące odpowiednio po kolejnych maksimach i minimach. Cena dolara znalazła się na poziomie dolnej z tych linii. Znów istnieją dwie możliwości. Zatrzymanie spadku ceny dolara na tej wysokości i jej ruch do górnej linii. Przełamanie 3,65 zł sygnalizować będzie dalszą obniżkę wartości dolara o 9,5%, do ok. 3,35 zł.

Reklama
Reklama

Dwa scenariusze

Z powyższych rozważań wynika, że rysują się przed nami dwa główne scenariusze. Wzrost wartości euro w stosunku do dolara i złotego dobiega końca i niewykluczone jest odwrócenie tendencji z dwóch ostatnich lat. Wtedy euro nie rośnie powyżej 1,22 dolara i 4,5 zł, a przy tym dolar nie spada poniżej 3,65 zł. W drugim wariancie następuje dalsza gwałtowna wyprzedaż dolara, co spycha go w odniesieniu do euro poniżej poziomu 1,22. Na rynku złotego oznacza to spadek ceny dolara do 3,35 zł i wzrost euro do 5,2 zł. W pierwszym wariancie opłacalne jest zaciąganie kredytów w euro, wystrzeganie się kredytów dolarowych, zaś oszczędzanie w dolarach, ewentualnie przewalutowanie dolarowego kredytu i zamiana lokaty utrzymywanej we wspólnej walucie. W drugim, wnioski są już mniej oczywiste. Wcześniej doszliśmy do stwierdzenia, że wystąpienie takiego scenariusza oznaczałoby poddanie się inwestorów z rynku walutowego emocjom i wprowadzenie do ich zachowań elementów paniki. Zazwyczaj jest to oznaka, że na rynku nastąpi w niedługim czasie zwrot. Dlatego w przypadku realizacji tego wariantu można sugerować posiadaczom kredytu w euro jego zabezpieczenie przed ryzykiem na rynku terminowym (patrz ramka), a tym, którzy myślą o kredycie, wykorzystanie do tego wysokich notowań i zaciągnięcie go w euro.

Decydując się na zaciągnięcie kredytu w obcej walucie czy też już go posiadając i rozważając jego przewalutowanie, musimy pamiętać o związanych z tym dodatkowych kosztach. Część banków pobiera prowizję za przewalutowanie. Wynosi ona nawet 2%, jeśli tej operacji dokonujemy nie pierwszy raz. Standardowo jest to jednak 1%.

Dużo dotkliwsze może się okazać narzucanie przez banki dużych różnic między ceną kupna i sprzedaży walut (tzw. spready). Jeśli ktoś chce zaciągnąć kredyt walutowy, np. w wysokości 30 tys. euro, bank przeliczy tę kwotę na złote po kursie kupna euro z danego dnia. Jeśli zechcemy przewalutować ten kredyt na przykład na złote, musimy w banku sprzedać nasze euro. Nie trzeba chyba dodawać, że kurs, po którym bank skupuje waluty, jest znacznie niższy od tego, po którym sprzedaje. Różnica w skrajnych przypadkach może dochodzić do 4,5%, ale najczęściej wynosi ok. 3%. Sumując te koszty otrzymujemy średnio 4%.

Zastanawiając się nad przewalutowaniem, trzeba również wziąć pod uwagę różnice w wysokości oprocentowania kredytów złotowych i walutowych. Również one wpływają na to, czy powinniśmy podjąć taką decyzję, czy też nie. Generalnie jest tak, że w przypadku najpopularniejszych kredytów mieszkaniowych, najmniej kosztuje kredyt we frankach szwajcarskich (średnio 2-4%), więcej w dolarach (średnio 3,5-4,5%), potem w euro (średnio 4,5-6%) i najdrożej w złotych (średnio 6-8%).

Zatem posiadając kredyt w euro i zamierzając przewalutować go na złote, musimy zsumować wszystkie koszty. Prowizja od tej operacji, spread i większe o 2 pkt proc. oprocentowanie dają średnio 6%. To oznacza, że musielibyśmy się spodziewać, że cena euro w stosunku do złotego wzrośnie o ponad 6%, aby cała operacja się opłacała.

Reklama
Reklama

Dostępne w Polsce instrumenty finansowe pozwalają unikać ryzyka zmiany kursu walutowego, ale nie ma co ukrywać - ich zastosowanie nie jest proste dla ludzi nie związanych z rynkiem kapitałowym. Koszty związane z przeprowadzeniem transakcji zabezpieczającej nie są w sumie takie uciążliwe.

Prześledźmy jej przebieg na przykładzie kredytu walutowego w wysokości 30 tys. euro. Niekorzystny jest dla nas wzrost ceny wspólnej waluty wobec złotego. Obawiamy się, że przez 3 następne miesiące euro będzie drożeć. Musimy więc znaleźć taki instrument, który na tym wzroście pozwalałby zarabiać. To rekompensowałoby potencjalne straty z kredytu w euro. Można do tego wykorzystać kontrakty terminowe na euro. Musimy je kupić (czyli zająć długą pozycję na euro) w momencie dokonywania zabezpieczenia. Jeśli rzeczywiście euro będzie zyskiwało względem złotego, będziemy mogli w przyszłości sprzedać drożej kontrakty, czyli zamknąć długą pozycję. Zatem nasza transakcja zabezpieczająca będzie polegać na zajęciu długiej pozycji na kontraktach terminowych na euro w momencie, gdy pojawi się zagrożenie wzrostem ceny euro i późniejszej sprzedaży kontraktu, gdy zdecydujemy, że zagrożenie już minęło. Taka transakcja nazywana jest hedgingiem zakupowym w odróżnieniu od hedgingu sprzedażowego, zabezpieczającego przed spadkiem ceny przedmiotu kontraktu.

Kontrakty terminowe na euro są w Polsce notowane zarówno na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, jak i na Warszawskiej Giełdzie Towarowej. Na obu parkietach opiewają na 10 tys. USD. Przy wartości kredytu 50 tys. euro potrzebujemy nabyć 3 kontrakty.

Niekorzystna jest niska płynność dostępnych kontraktów, skutkująca dużymi spreadami, czyli różnicami między aktualną ofertą kupna i sprzedaży. Spread stanowi nasz koszt zabezpieczenia. Na GPW waha się on na poziomie ok. 0,4%, na WGT ok. 0,25%. WGT wymaga niższego depozytu zabezpieczającego, który również jest dla nas kosztem, gdyż pieniądze przeznaczone na depozyt moglibyśmy trzymać na oprocentowanym rachunku. Wynosi on 900 zł, gdy na GPW przekracza 1500 zł. W sumie potrzebowalibyśmy 2,7 tys. zł do zabezpieczenia całego kredytu.

Niedogodnością przy zabezpieczaniu się kontraktami terminowymi jest konieczność utrzymywania wymaganego depozytu. W przypadku, gdy spada on poniżej wyznaczonego poziomu, kontrakt jest automatycznie zamykany przez biuro maklerskie, co niweczy cały trud zabezpieczenia. W naszej sytuacji spadek kursu euro będzie powodował straty na długiej pozycji kontraktowej i zmuszał do uzupełniania depozytu. Na WGT wartość minimalnej zmiany ceny to 10 zł, co oznacza, że wzrost kursu dolara o 10 gr, czyli o 2,5%, przekłada się na konieczność dopłacenia 1000 zł do naszego depozytu. Z punktu widzenia wartości kredytu to niewiele, ale w stosunku do kwoty początkowo przeznaczonej na depozyt, dużo.

Oczywiście, można wyobrazić sobie sytuację, że notowania walut są dla nas sprzyjające. Wtedy transakcja zabezpieczająca okazuje się niepotrzebna i zabiera potencjalny zysk - wartość kredytu zmniejsza się, ale kontrakty na euro musimy odkupić po wyższej cenie. Jednak hedging pozwala uniknąć niemiłych niespodzianek. Przy kredycie w wysokości 30 tys. euro, na wzroście euro o 10% traci się ponad 13 tys. zł. Podsumowanie kosztów przeprowadzenia transakcji zabezpieczającej na polskim rynku (spread, prowizje dla biura maklerskiego, koszt utraconych odsetek z pieniędzy przekazanych na depozyt) wskazuje na to, że nawet przy niewielkich kwotach inwestycji zabezpieczenie jest opłacalne, choć cała procedura transakcji i monitorowanie otwartej pozycji na kontraktach będzie dodatkowo absorbować czas i uwagę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama