Która z Pańskich analiz okazała się największym sukcesem, a która porażką?
Obawiam się, że to pytanie raczej do klientów, a nie do mnie.
Jak dalece przy sporządzaniu analiz posługuje się Pan suchymi liczbami, a jaki wpływ przy formułowaniu ostatecznych wniosków mają takie czynniki, jak doświadczenie i intuicja?
Te dwie rzeczy, liczby plus intuicja i doświadczenie, tworzą dwie strony tego samego medalu. Doświadczenie i intuicja są jedynie pomocne do określenia "liczb" na przyszłe okresy (sporządzenie prognozy finansowej i co, za tym idzie, przygotowanie wyceny, które zawsze oparte są na wartościach ujmowanych ex ante, a nie ex post). Jednak ostateczna decyzja zawsze zależy tylko od tych "przyszłych liczb". "Kupuj" lub "sprzedaj" mówię tylko wtedy, gdy one mi to podpowiadają.
Która z metod analitycznych jest najbardziej sNie wiem, która z nich jest najbardziej skuteczna... ja posługuję się tylko analizą fundamentalną.
Czy rodzina przyjaciele inwestują na podstawie Pańskich analiz i rekomendacji?
...
Jak Pan sobie radzi z przezwyciężaniem stresu, związanego z pracą analityka?
Po tylu latach pracy w zawodzie problem ze stresem ma raczej moja rodzina, nie ja.
Wojciech Białek
Analiza przyprawiona nutą filozofii
W latach 1988-1995 studiował informatykę na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1992-1995 r. poszerzał swoją wiedzę na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po studiach rozpoczął pracę analityka w DM Magnus w Krakowie. Spędził w nim 3 lata. Potem przeniósł się na rok do RDM Polonia. Od 1999 r. jest zatrudniony jako analityk i zarządzający w SEB TFI SA.
Która z Pańskich analiz okazała się największym sukcesem, a która porażką?
Z sentymentem wspominam początek października 1997 roku. Wtedy w wydawanym w DM Magnus tygodniowym biuletynie napisałem tekst pt. "Krach zaczyna się w poniedziałek", tydzień później "A krach toczy się dalej", po kolejnym tygodniu "Minął drugi tydzień krachu". Po następnych kilku dniach załamanie cen akcji na giełdzie w Hongkongu rozpoczęło ostrą fazę tego, co później otrzymało miano kryzysu azjatyckiego, a 28 października WIG20 stracił 13,2% - najwięcej w historii. Największa porażka? No cóż, od tamtej pory wraz z pogłębianiem wiedzy na temat mechanizmów rządzących zachowaniem rynków podobna precyzja prognoz zdarza mi się coraz rzadziej.
Jak dalece przy sporządzaniu analiz posługuje się Pan suchymi liczbami, a jaki wpływ na formułowanie ostatecznych wniosków mają takie czynniki, jak własne doświadczenie i intuicja?
Doświadczenie ma kluczowe znaczenie. W przypadku prognozowania zachowania rynków (czy szerzej zachowań społecznych) nie może być mowy o istnieniu całkowicie pewnej wiedzy naukowej. Nie mówiąc już o tym, że współczesna nauka ekonomii ma w dużej mierze dworski charakter (z chwalebnym wyjątkiem Szkoły Austriackiej). Problem polega na tym, że pełny cykl gospodarczy (reflacja, inflacja, dezinflacja, deflacja) trwa mniej więcej tyle, co dorosłe życie człowieka. To powoduje, że pełne potrzebne doświadczenie zdobywa się trochę zbyt późno z praktycznego punktu widzenia. Rozwiązaniem jest studiowanie historii.
Która z metod analitycznych jest najbardziej skuteczna na polskim rynku?
Od 1995 roku, kiedy wraz z Pawłem Homińskim napisaliśmy do PARKIETU tekst zatytułowany "Kim są Oni?", trzymam się założenia, że polskie rynki jako peryferyjne w stosunku do centrów gospodarki światowej mogą być sensownie analizowane tylko w kontekście rozwoju globalnej koniunktury. Dlatego preferuję podejście "top-down" (wnioski wynikające z oceny całego otoczenia ekonomicznego i kondycji gospodarki światowej przekłada się na ocenę gospodarek poszczególnych regionów, potem krajów, by na koniec wyprowadzić wnioski w odniesieniu do konkretnych branż i pojedynczych spółek - przyp. red.) i analizę międzyrynkową (głównie techniczną). Oczywiście, w idealnym przypadku takie podejście powinno być konfrontowane z alternatywnym ujęciem typu "bottom-up" (wnioski dotyczące kondycji poszczególnych spółek dają obraz całej branży, z którego można ocenić stan gospodarki danego kraju, potem regionu i stanu gospodarki światowej - przyp. red.) opartym o analizą fundamentalną.
Czy rodzina, przyjaciele inwestują na podstawie Pańskich analiz i rekomendacji?
Rodzina i przyjaciele zazwyczaj nie inwestują w instrumenty, których posiadanie rekomenduję. Zwykle zresztą z powodu braku pieniędzy.
Jak Pan sobie radzi z przezwyciężaniem stresu, związanego z pracą analityka?W porównaniu ze stresami, którymi poddawani są zarządzający, te związane z pracą analityka nie są nadmierne. Późniejszy stres jest proporcjonalny do jednoznaczności formułowanych tez i co za tym idzie ryzyka popełnienia dużego błędu. Jego poziom można więc redukować poprzez stawianie wieloznacznych prognoz ("Z jednej strony..., ale z drugiej strony..."). Staram się - w miarę możliwości - tego unikać.
Rafał Jankowski
W drodze do dyplomów
Obecnie ma średnie wykształcenie. Ale ma szanse na zdobycie dwóch dyplomów. Pewnie jeszcze w tym roku uzyska dyplom SGH, na kierunku Finanse i Bankowość. Później zapewne tytuł CFA. Pracę zawodową zaczął w 1996 r. Najpierw przez rok w Biurze Maklerskim BDK SA (obecnie CDM Pekao SA) jako asystent maklera. Potem przeniósł się do biura Pro Capital SA (obecnie DB Securities) i zaczął pracować jako analityk. Następnie znalazł się w Wydziale Doradztwa Inwestycyjnego BM BGŻ. W 1999 r. wrócił do CDM Pekao SA, gdzie jest zatrudniony do dzisiaj.
Która z Pańskich analiz okazała się największym sukcesem, a która porażką?
Największym moim sukcesem okazały się rekomendacje dla spółek z tzw. "stajni Sołowowa", czyli Cersanitu i Echa. Największy zawód sprawił mi PIA Piasecki. Firma upadła, choć zapowiadała się jako niezwykle szybko rozwijający się podmiot w branży budowlanej. Podkreślić jednak należy, że dla PIA Piaseckiego nie miałem pozytywnej rekomendacji od momentu, kiedy w kilka miesięcy po emisji spółka dokonała odkupu od głównych właścicieli znaku towarowego za kilkanaście milionów złotych.
Głośnym echem odbiła się na rynku rekomendacja "sprzedaj" dla KGHM z wyceną 6 zł. Po jej wydaniu niektórzy uczestnicy hyde parku na portalu internetowym PARKIETU wręcz prześcigali się w szkalowaniu mojej osoby, a anonimowi rozmówcy telefoniczni byli jeszcze mniej wybredni w swoich opiniach i groźbach.
Największą porażką w ostatnim okresie było wydanie rekomendacji "ponad rynek" dla PKN w dzień przed telekonferencją poświęconą omówieniu wyników za trzeci kwartał 2002 r. Po niej akcje zaczęły silnie zniżkować. Bardzo udaną rekomendacją było "kupuj" dla walorów Kęt, przy cenie około 44 zł.
Jak dalece przy sporządzaniu analiz posługuje się Pan suchymi liczbami, a jaki wpływ na formułowanie ostatecznych wniosków mają takie czynniki, jak własne doświadczenie i intuicja?
W mojej "analitycznej kuchni" niewątpliwie jest wiele skomplikowanych modeli i bardzo dużo cyfr. Jednak nawet najlepszy model i tak bardzo niedoskonale opisuje niezwykle złożone zależności ekonomiczne. Stąd modele i cyfry traktuję wyłącznie jako narzędzia. Na końcową opinię składają się doświadczenie, logika, umiejętność oderwania się od powszechnych na rynku opinii, schematów, ograniczone zaufanie do tego, co mówią o sobie spółki oraz trochę intuicji i szczęścia.
Która z metod analitycznych jest najbardziej skuteczna na polskim rynku?
Generalnie jestem zwolennikiem metody DCF (zdyskontowanych przepływów finansowych - przyp. red.), ale to tylko narzędzie. Analityk powinien stosować kilka metod równocześnie, patrzeć na firmę wielopłaszczyznowo. Wielokrotnie niezależne myślenie i zdrowy rozsądek w połączeniu z dobrym warsztatem dają pożądany efekt.
Czy rodzina, przyjaciele inwestują na podstawie Pańskich analiz i rekomendacji?Nie gram na giełdzie od lat. Z tego, co wiem, nikt w mojej rodzinie bliższej i dalszej w ogóle nie gra na giełdzie, nie wspominając już o korzystaniu z moich rekomendacji. Nie pamiętam, kiedy ktokolwiek z moich krewnych zapytał mnie, co rekomendujesz. Wielu z moich przyjaciół i bliskich kolegów pracuje na rynku kapitałowym, w tym jako zarządzający. Ponieważ często rozmawiamy na temat monitorowanych przeze mnie spółek, myślę, że mogę mieć pewien wpływ na ich opinie i decyzje.
Jak Pan sobie radzi z przezwyciężaniem stresu, związanego z pracą analityka?
Po prostu jestem odporny na stres. Staram się, najlepiej jak mogę, wykonywać mój zawód, a emocje związane z rynkiem, czy też poszczególnymi spółkami, utrudniają realną ocenę sytuacji.
Komentarze Wojciecha Białka
Lipiec 2002
Późny Gierek
Zapewne bez związku z wydarzeniami w Polsce indeksy głównych rynków akcji przystąpiły w tym tygodniu do przełamywania poziomów ubiegłorocznych minimów. (...) Po wybiciu się w dół z 5-letnich "formacji wierzchołkowych", zachodnie giełdy nie byłyby zdolne do powrotu powyżej obecnych poziomów przez wiele, wiele lat, w trakcie których światowa gospodarka znalazłaby się w stagnacji.
Styczeń 2003
Co rok wyrok
Zakładam, że wbrew wskazaniom cyklu prezydenckiego w tym roku światowe rynki wyrównają rekord z lat 1929-1932, czterech kolejnych lat spadków cen akcji (S&P 500 ok. 650 pkt w III kwartale). Oczywiście wpływ sezonowej cykliczności powoduje, że podobnie jak w ubiegłym roku, silne spadki nie muszą, a nawet nie powinny, rozpocząć się przed nadejściem wiosny. Dla średnioterminowych spekulantów dopuszczalna perspektywa osiągnięcia przez WIG20 strefy oporu 1300-1400 pkt, gdzieś pomiędzy lutym a majem, może być atrakcyjna.
Maj 2003
Samobójczy optymizm
Łagodzona za wszelką ceną przez bank centralny USA polityka pieniężna pozwoliła na sztuczne przedłużenie się napędzanego kolejną falą "złych kredytów" (...) "boomu" konsumpcyjnego (...). Indeksem, który powinien w największym stopniu odczuć pęknięcie tej "bańki konsumpcyjnej" będzie średnia przemysłowa Dow Jonesa. DJIA inaczej niż Nasdaq i S&P500 ciągle jeszcze znajduje się powyżej minimów z 1998 roku. Tym samym 6-letnia formacja "głowy z ramionami" o potencjale spadkowym do poziomu 4500 ciągle jest jeszcze w trakcie tworzenia.
Jak wybieraliśmy najlepszych
Na podstawie publikowanych rekomendacji i analiz stworzyliśmy w redakcji Parkietu listę analityków, podzieloną na cztery kategorie: Banki, Branża TMT, Spółki przemysłowe, Rynek akcji. Zestawy analityków wysyłaliśmy do firm zarządzających funduszami inwestycyjnymi i Otwartych Funduszy Emerytalnych. Prosiliśmy, żeby na każdej liście wskazali trzech najlepszych analityków, przyznając pierwszemu 3 pkt, drugiemu 2 pkt i trzeciemu 1 pkt. Poszczególne listy branżowe rozesłaliśmy także do osób, które na nich się znalazły, również prosząc o oddanie głosów. Na inwestorów instytucjonalnych nie nałożyliśmy żadnych ograniczeń w głosowaniu. Analitycy nie mogli przyznawać punktów ani sobie, ani kolegom z tej samej instytucji. O miejscu w rankingu decydowała suma zdobytych punktów.