W dyskusji poświęconej osiągnięciom inwestycyjnym funduszy emerytalnych, jaką drukowaliśmy w PARKIECIE, padło kilka znacznie różniących się od siebie liczb. Jacek Maliszewski twierdzi, że OFE zarobiły dla swoich klientów w ciągu czterech lat 10%. "Średnia ważona stopa zwrotu (nominalna) z okresu od września 1999 roku do końca grudnia 2002 roku wyniosła, według obliczeń Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych, 50,3%, przy wskaźniku inflacji 16,6%" - odpowiada Ewa Lewicka, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Mnie, jako uczestnika oszczędzającego w II filarze, najbardziej interesuje to, co mam na swoim koncie. To właśnie z tych pieniędzy, a nie z 50-proc. średniej ważonej stopy zwrotu, wypłacona zostanie moja emerytura.
Jestem klientem największego na rynku OFE CU. Na mój rachunek od września 1999 roku do końca kwietnia 2003 roku wpłynęło z ZUS 13 957,6 zł. Obecnie mam na nim 15 438 zł, tj. niecałe 11% więcej, niż sam tam wpłaciłem. Fundusz zarobił dla mniej 1480 zł, pobierając opłaty od składek w wysokości 1073 zł. Podchodząc do obliczeń nieco inaczej, OFE zarobił 2553 zł, ale ponad 40% zysku zatrzymał dla siebie. Na rynku kapitałowym fundusz, który zabierałby swoim klientom tak dużą część wypracowanych zysków nie miałby szans przetrwania. Chyba że oferowałby niezwykle wysokie stopy zwrotu. Tyle wstępnych wniosków.
Wraz ze wzrostem ilości pieniędzy na naszych kontach wpływ opłat od składek na osiągane wyniki inwestycyjne będzie malał. Ponieważ w pierwszych latach oszczędzania mój fundusz pobierał ode mnie 10-proc. opłatę od składek, a dodatkowo na koncie było niedużo pieniędzy, relacja prowizji do zysków jest tak horrendalnie wysoka. W kolejnych latach powinna maleć.
Powiedzenie, że w cztery lata fundusze zarobiły 10%, jest być może nadmiernym uproszczeniem, ponieważ nie uwzględnia faktu, że wpłacone przez ZUS pieniądze nie pracowały dla mnie przez całe cztery lata. To, jak radziły sobie z naszymi pieniędzmi fundusze emerytalne, lepiej oddaje metodologia zaproponowana we wczorajszym PARKIECIE przez Jacka Maliszewskiego (wraz z przyrostem sumy, która jest na koncie, rośnie waga osiąganych wyników inwestycyjnych). Na jej podstawie przeprowadziłem obliczenia na przykładzie swojego rachunku, dokonując jednej modyfikacji. Od wyników funduszy w danym miesiącu odjąłem stopę inflacji. W ten sposób uzyskałem średnią miesięczną realną stopę zwrotu od początku grudnia 1999 roku do końca kwietnia 2003 roku. Dla mojego funduszu wynosi ona 0,409%, co w stosunku rocznym oznacza stopę zwrotu na poziomie 5%. Pięć procent ponad inflację, zarabiane każdego roku, uczyniłoby mnie bogatym emerytem.
Dużo bardziej niepokojące są obliczenia średniej miesięcznej stopy zwrotu, ale bez ważenia jej wartością aktywów. Bez uwzględnienia inflacji średnia ta wynosi 0,3%, po uwzględnieniu wzrostu cen spada do -0,1%. Która średnia (ważona czy nieważona) więcej mówi o przyszłych osiągnięciach funduszu? To pytanie pozostawiam otwarte.