Seminarium poświęcone nowym przepisom upadłościowym zorganizowały wczoraj kancelaria prawna Salans oraz kancelaria biegłych rewidentów Moore Stephens Smoczyński i Partnerzy. Nie przypadkowo zatytułowano ją "Nowe prawo upadłościowe i naprawcze - o restrukturyzacji przedsiębiorstw w kryzysie z korzyścią dla wierzycieli". Zdaniem prawników, stwarza ona bowiem szanse na przetrwanie wielu firmom przeżywającym kłopoty. Utrzymanie zaś przedsiębiorstwa przy życiu pełniej zabezpiecza interesy wierzycieli. - Chodzi przecież o to, aby wierzyciel był syty i dłużnik cały - mówi Agnieszka Stefanowicz-Barańska, radca prawny z Salansa.
Postępowanie upadłościowe składać się będzie, tak jak do tej pory, z dwóch etapów. - Najpierw sąd będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy przedsiębiorca może być ogłoszony upadłym i czy do upadłości istnieją w jego przypadku przesłanki - przypomina prof. Feliks Zedler, jeden z autorów nowej ustawy. Jeżeli sąd na oba pytania odpowie twierdząco - rozpocznie się właściwe postępowanie upadłościowe.
Zabezpieczenie obowiązkowe
- Już w pierwszej części postępowania pojawia się zasadnicza zmiana. Teraz rozpatrywanie spraw trwa długo. W tym czasie nieuczciwy dłużnik może dysponować swoim majątkiem ze szkodą dla wierzycieli. Nowe rozwiązania zakładają, że w dniu złożenia wniosku o upadłość sąd powi nien wydać postanowienie o zabezpieczeniu jego majątku. Na przykład poprzez ustanowienie zarządu przymusowego, nadzorcy sądowego, zajęcie lub w inny sposób - wyjaśnia prof. Zedler.
Zupełnie nową konstrukcją jest wstępne zgromadzenie wierzycieli. Zwoływane jest zawsze, chyba że oczywiste jest, że postępowanie może prowadzić tylko do likwidacji przedsiębiorstwa. Zgromadzenie daje szansę wierzycielom zadecydowania o sposobie prowadzenia postępowania. Mogą oni także ustanowić radę wierzycieli, wydać opinię na temat syndyka. Mogą również zawrzeć układ i w ten sposób zakończyć postępowanie. - Nie wiemy, jak ta nowość się przyjmie, ale jest to instrument, który pozwala na szybkie prowadzenie postępowania upadłościowego - twierdzi prof. Zedler.