Reklama

Rząd musi wykorzystać swoją szansę

Z Henryką Bochniarz, prezydentem Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, rozmawia Marek Chądzyński

Publikacja: 21.06.2003 09:30

Jakie świadectwo powinien przed wakacjami dostać rząd Leszka Millera?

Oceny nie mogą być dobre. Plusy to przygotowanie pakietu "Przede wszystkim przedsiębiorczość" i wprowadzenie w życie jego niektórych elementów. Nieźle można ocenić wynik negocjacji akcesyjnych. Udało się też znowelizować kodeks pracy. Poprawiła się komunikacja między rządem a partnerami społecznymi. Jednak w tym samym czasie wprowadzono wiele rozwiązań, które były zaprzeczeniem idei pobudzania przedsiębiorczości - należy do nich np. zaskarżona przez PKPP do Trybunału Konstytucyjnego nowelizacja ordynacji podatkowej (ze szczególnie niebezpieczną klauzulą obejścia prawa), nadmiernie restrykcyjna ustawa o odpowiedzialności karnej podmiotów zbiorowych, zmniejszenie zapisanej obniżki CIT, zawetowana przez prezydenta ustawa o biopaliwach. Nie zostały uruchomione mechanizmy ożywienia gospodarczego. Dotyczy to także sfery finansów publicznych, gdzie zabrakło odważnej reformy agencji państwowych i funduszy parabudżetowych. Nie zrobiono tego po wyborach, przy pracach nad pierwszym budżetem, a to, co opracował były minister finansów Grzegorz Kołodko, trudno nazwać spójnym planem.

Czy nowy minister finansów powinien mieć taki plan?

Mam nadzieję, że przede wszystkim dostaniemy rzetelną diagnozę stanu finansów publicznych. Nie ma nic gorszego od operowania nieprawdziwymi danymi. Jeśli deficyt ma wynosić 55 mld zł, to chyba lepiej o tym otwarcie powiedzieć i przedstawić plan jego obniżania, niż udawać, że wyniesie tylko 33 mld zł. Ucieczka od rzeczywistości to dla gospodarki najgorszy wariant.

Czy w związku z tym przedsiębiorcy cieszą się z dymisji wicepremiera Kołodki?

Reklama
Reklama

Wicepremier Kołodko zrobił dużo, żeby wielu do siebie zrazić. Brak komunikacji, obrażanie osób o innych poglądach i zupełny chaos programowy - to największe wady odchodzącego ministra.

Czy teraz przedsiębiorcy będą lepiej traktowani przez polityków?

Ta ekipa powinna wyciągnąć wnioski z dotychczasowych wydarzeń i przestać traktować przedsiębiorców jak drobną grupę lobbystyczną, walczącą tylko o swoje interesy. Nastawienie wobec biznesu musi się zmienić, inaczej nie wróżę rządowi sukcesów. Trzy czwarte ludzi pracuje dziś w sektorze prywatnym. Nie można więc uważać organizacji przedsiębiorców za piąte koło u wozu.

Czy wierzy Pani w możliwość wprowadzenia podatku liniowego, czy też słowa Leszka Millera były tylko elementem rozgrywki politycznej?

Przedsiębiorcy nie mają wyjścia: muszą przygotowywać propozycje i walczyć o ich wdrożenie. Wszystko jedno, kto jest u władzy i jakie ma cele polityczne. W końcu dojdziemy do rozwiązań racjonalnych, czego dowodem jest choćby ubiegłoroczna nowelizacja kodeksu pracy. Gdyby nie wspólny wysiłek negocjacyjny OPZZ, Związku Rzemiosła Polskiego i naszej Konfederacji, nie byłoby tego projektu. Podobnie będzie z podatkiem liniowym. Walczymy o niego od 14 lat i przedstawianie racjonalnych argumentów na jego korzyść zaczyna dawać efekty. Premier dopuszcza możliwość wprowadzenia tego podatku. Jednak o tym trzeba rzetelnie rozmawiać, a nie wprowadzać opinii publicznej w błąd, że np. na podatku liniowym stracą najbiedniejsi. Według propozycji Rady Przedsiębiorczości, zgodnie z którą podatek miałby wynieść 18% z kwotą wolną 4 tys. zł, nikt na tym nie straci. Nasze symulacje robiliśmy przecież na podstawie danych z Ministerstwa Finansów i przy udziale ekspertów resortu.

Ale propozycja Rady Przedsiębiorczości zakłada jednocześnie ograniczenie transferów socjalnych i uszczelnienie systemu przyznawania rent. Jak do tego chcecie przekonać swoich partnerów z Komisji Trójstronnej?

Reklama
Reklama

To są mądrzy ludzie, dlatego kompromis jest możliwy. Związkowcy są blisko pracowników, mają swoje badania i oceny - musimy to brać pod uwagę. Mam nadzieję, że w Komisji przeprowadzimy rzetelne negocjacje. Nie chciałabym tylko, by wymiana argumentów odbywała się na ulicy.Przewodniczący OPZZ Maciej Manicki wcześniej z dużą rezerwą odnosił się do propozycji obniżenia CIT do 19%. Mówił np., że to nie ma wpływu na poziom inwestycji, bo przy 40--proc. podatku firmy inwestowały znacznie więcej niż obecnie.

To jest wyjątkowo nietrafiony argument. O procesach w gospodarce nie decyduje jeden czynnik. Nawet gdybyśmy mieli zerowy podatek, ale bardzo niestabilną sytuację polityczną, to nikt nie zaryzykowałby ulokowania w Polsce choćby złotówki. Poza tym, to nie wysokość CIT decyduje o ogólnym poziomie inwestycji. Przecież ten podatek płaci zaledwie 300 tys. podmiotów. Zdecydowana większość rozlicza się według PIT. I o tym podatku trzeba mówić, jeśli chce się pokazać wpływ obciążeń fiskalnych na inwestycje.

W których punktach trzeba będzie przede wszystkim szukać porozumienia ze związkami przy wprowadzeniu podatku liniowego?

Taki obszar to opodatkowanie najniżej uposażonych grup, m.in. emerytów i rencistów. O to związki zawsze bardzo się troszczą. My będziemy starali się jednak pokazać, że choć jesteśmy relatywnie najmłodszym społeczeństwem wśród krajów OECD, to mamy najwięcej rencistów. Pokażemy te dane i spróbujemy poszukać prawdy w sprawie systemu rent. Chcemy posługiwać się faktami i unikać demagogii.

Czy liczy Pani na poparcie projektu przez nowego wicepremiera do spraw gospodarczych?

Po dotychczasowych doświadczeniach w pracy z członkami rządu muszę powiedzieć, że rzadko byliśmy pozytywnie zaskakiwani. Minister Jerzy Hausner do tej pory dał się poznać jako ktoś, kto potrafi słuchać argumentów, nie ustawia się od razu w pozycji "na pewno nie macie racji", a - co ważne - dotrzymuje słowa.

Reklama
Reklama

A co z poglądami gospodarczymi wicepremiera Hausnera?

W kwestii stosunków pracy różnice między nami są niewielkie. Rola ministra w doprowadzaniu do kompromisu między pracodawcami a związkowcami zawsze była bardzo duża. Nie do przecenienia są jego zasługi przy nowelizacji kodeksu pracy i wprowadzaniu pakietu wspierania przedsiębiorczości. Jednak teraz minister Hausner dostał tak dużo zadań, że trzeba zadać sobie pytanie: czy to wszystko go nie przytłoczy w tak trudnej sytuacji gospodarczej i przy niepewnym poparciu politycznym.

Minister Hausner proponuje pobudzanie gospodarki poprzez zmniejszanie podatków. To może się przełożyć na wzrost deficytu budżetowego. Czy cena za większy wzrost PKB nie będzie wtedy zbyt wysoka?

Trzeba ostrożnie wyważyć racje ekonomiczne i społeczne. Siedzimy na beczce prochu. Jako ekonomista mówię oczywiście: ciąć wydatki, jak tylko można, i jak najszybciej obniżać deficyt. Ale nie da się tego w prosty sposób zrobić. Wolę mieć rzetelnie policzony deficyt i nawet perspektywę jego kontrolowanego czasowego pogorszenia - o ile wszystko to będzie elementem długoterminowej strategii. Nie sądzę, żeby racjonalnie myślący ekonomiści powiedzieli dziś, że deficyt trzeba zmniejszyć za wszelką cenę, nawet za cenę społecznej rewolucji.

Ale koszty zwiększania deficytu to także większy dług publiczny i ciągle wysokie rynkowe stopy procentowe.

Reklama
Reklama

Mamy świadomość, że może to oznaczać ograniczenie dostępu do kredytu dla małych i średnich firm. Dlatego trzeba do tego podchodzić bardzo ostrożnie i patrzeć na wszystkie czynniki. Jeżeli nie będzie uczciwej rozmowy między NBP a rządem, zamiast trwania w swoich okopach i wzajemnego ostrzału - to do niczego nie dojdziemy. Prostych metod nie ma.

Premier Miller jednak już teraz zapowiada, że warunkiem wprowadzenia podatku liniowego musi być zmiana polityki RPP...

Na szczęście to bardzo ogólne stwierdzenie. Ta polityka przecież się zmienia. Może teraz będzie lepszy klimat do rozmów. Mam nadzieję, że wicepremier Hausner nie wejdzie na wojenną ścieżkę wicepremiera Kołodki.

Czy rząd, mając takie zaplecze polityczne w Sejmie, jak obecnie, jest w stanie przeprowadzić radykalne reformy gospodarcze?

Większość sejmowa jest wątła. Są podziały w samym SLD i koalicji. Jeśli jednak rząd nie wykorzysta szansy na ucieczkę do przodu i nie zdecyduje się na radykalne działania, to wszystko się rozsypie. Przecież przyszły rok, rok wejścia do UE, jest szczególnie ważny. Kto wie, czy nie trudniejszy od 1990 r. Wtedy było ogromne poparcie społeczne, można było coś na nim budować. Teraz ludzie są rozczarowani efektami transformacji. Tym bardziej rząd musi wykazać więcej determinacji i odwagi.

Reklama
Reklama

Co się stanie, jeśli reform nie będzie?

Będą kolejne wybory. Nie wiemy, jaki układ polityczny się po nich wyłoni. Możemy pozostać nieprzygotowani do wejścia do Unii, bez pieniędzy, bez stabilności politycznej. Wtedy to, co jest wielką szansą dla Polski, stałoby się spektakularną porażką. A reformy i tak trzeba będzie przeprowadzić, bo od tego nie ma po prostu ucieczki.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama