Utworzona z trzech partii koalicja rządowa zgadza się na większość proponowanych przez rząd kroków zmierzających do uzdrowienia finansów publicznych. W celu zmniejszenia wydatków projekt reformy zakłada zamrożenie płac w sferze budżetowej, redukcję o 6% liczby zatrudnionych w budżetówce i ograniczenie dodatków socjalnych, w tym obniżenie o połowę zasiłków chorobowych. Rząd zamierza też zmniejszyć subsydiowanie budownictwa mieszkaniowego. Mają zwiększyć się składki osób prowadzących własną działalność gospodarczą na ubezpieczenia socjalne i zdrowotne. W sumie w ciągu najbliższych trzech lat wydatki budżetu zostaną zredukowane o 199 mld koron (4,4 mld USD).
Natomiast o 72 mld koron w takim samym okresie mają zwiększyć się przychody budżetu. Stanie się tak w wyniku wzrostu niektórych podatków, wprowadzenia kas fiskalnych na bazarach i straganach oraz podniesienia cen wyrobów alkoholowych i tytoniowych.
W Czechach deficyt budżetowy przekroczył w ub.r. 9% PKB, a po odjęciu jednorazowych kosztów sanacji sektora bankowego wyniósł 5,3%. Deficyt nie powiększył się w wyniku pogorszenia koniunktury gospodarczej, bo rósł w latach zarówno silnego, jak i słabego wzrostu. W ub.r. PKB Czech zwiększył się o 2%. Wzrosły natomiast transfery do gospodarstw domowych. Przeprowadzono też decentralizację finansów po utworzeniu nowych władz lokalnych, co zdaniem niektórych obserwatorów, osłabiło kontrolę wydawania publicznych pieniędzy. Mają w tym spory udział pozarządowe fundusze przeznaczone na transport i budownictwo. W tym roku deficyt może przekroczyć 6,2% PKB, mimo że nie włączono do niego kosztów odbudowy po zeszłorocznej powodzi. Proponowana reforma ma zmniejszyć deficyt do 4% do 2006 r. i przygotować kraj do przyjęcia euro pod koniec dekady.
Rządowy projekt ma być skierowany pod obrady parlamentu na początku lipca. Tymczasem dziennik "Pravo" poinformował, że w ostatnich dniach grupa niezadowolonych z rządów Szpindli czołowych działaczy jego Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CzSSD) spotkała się z byłym premierem Miloszem Zemanem. Po upadku obecnego rządu byłby on gotów stanąć na czele nowego gabinetu.
W 200-osobowej Izbie Poselskiej obecna koalicja rządząca ma zaledwie 101 głosów. Premier Szpindla powiedział, że poda się do dymisji, jeśli parlament nie przyjmie reform.