dyrektor corporate finance
w WestLB
Dokonania GPW w ciągu ostatnich trzech lat oceniam nie najgorzej. Warto zwrócić uwagę, że przez dłuższy okres mamy do czynienia z dekoniunkturą na rynkach kapitałowych, więc przy ocenie polskiego rynku trzeba brać to pod uwagę. Na plus GPW zaliczam wprowadzenie nowoczesnego systemu notowań, powiększającą się liczbę spółek na parkiecie i tworzenie kolejnych rynków. Na minus oceniam fakt, że warszawska giełda nie stała się wyznacznikiem gospodarki. Jednak nie jest to tylko wina GPW. Uważam, że zarząd warszawskiej giełdy za mało czasu poświęcił działaniom marketingowym, które przyciągnęłyby na rynek jeszcze więcej spółek oraz inwestorów. Obawiam się także, że w wyniku pewnych zaniechań naszemu parkietowi grozi marginalizacja. Część inwestorów indywidualnych może zacząć przenosić się na inne rynki. To samo dotyczy emitentów, którzy zamiast być notowani w Warszawie, wybiorą się gdzie indziej. Alians z rynkiem litewskim w przypadku GPW nie wystarczy - potrzeba nam silnego partnera.
Andrzej Fierla,
profesor SGH w Warszawie
Uważam, że radykalna zmiana zarządu na pewno nie wyszłaby w tej chwili GPW na korzyść. Jednocześnie uważam, że rynkowi potrzebny jest powrót do sytuacji sprzed trzech lat. Obecne opóźnienia w wielu procesach to nie tylko wina koniunktury. Przyczyny leżą też wewnątrz giełdy. Przykładem mogą być opcje - to nie domy maklerskie były nieprzygotowane do ich wprowadzenia. To giełda zbyt późno przedstawiła ostateczne rozwiązania. Stąd wprowadzenie tego instrumentu przewiduje się na wrzesień.