Brukselski elektroniczny rynek Nasdaq Europe, należący w 59% do Nasdaq Stock Exchange, przestanie istnieć 5 stycznia 2004 r. Jeszcze kilka miesięcy temu nie chciano dopuścić do jego likwidacji w nadziei na przywrócenie rentowności. Jednak ostatecznie zdecydowano się na ten krok wobec malejącej liczby notowanych tam spółek i coraz gorszej opinii wśród inwestorów.
Nasdaq Europe istnieje od 2001 r., gdy został przekształcony z Easdaq Europe po jego przejęciu przez nowojorski Nasdaq Stock Exchange. Z brukselskim rynkiem, przeznaczonym głównie dla spółek high-tech, wiązano duże nadzieje w okresie dynamicznego rozwoju tej branży. Koniunktura w tej dziedzinie nie trwała jednak długo i dość szybko Nasdaq Europe zaczął odczuwać jej pogorszenie.
W konsekwencji nastąpił odpływ notowanych tam spółek, których liczba zmniejszyła się do 36 z 63 w marcu 2001 r. Malało też zainteresowanie ze strony inwestorów. Krytykowali oni nieodpowiedni - ich zdaniem - system operacyjny, a niektóre firmy przenosiły się na zapewniająca większą płynność brukselską giełdę Euronext.
Zjawiska te znalazły odbicie w spadku obrotów. W ubiegłym roku wynosiły średnio 26,2 mln euro miesięcznie. Bardzo wyraźnie, bo o ponad dwie trzecie, obniżył się też wskaźnik brukselskiego rynku - Nasdaq Europe Composite Index, powodując zmniejszenie o 4,3 mld euro kapitalizacji giełdy.
Likwidacja Nasdaq Europe jest zgodna z obecną strategią Nasdaq Stock Exchange. - Musimy ponownie określić zasadniczy cel naszej działalności - stwierdził cytowany przez Bloomberg News nowy dyrektor generalny Robert Greifeld. - A jest nim dominująca pozycja w USA - dodał. Stwierdził przy tym, że kierowana przez niego instytucja położy nacisk na zwiększenie udziału w pierwotnych ofertach publicznych, przyciągnięcie spółek z innych giełd oraz wzrost obrotów. - Nawet w USA chcemy skupić uwagę na podstawowym rynku, eliminując uboczną działalność - podkreślił wiceprezes Alfred Berkeley.