W marcu nowy dyrektor finansowy, a potem członek zarządu Stolicy, Jacek Owczarek, wykrył nieprawidłowości w księgach spółki. Poinformował o tym resztę zarządu i radę nadzorczą. Rada - akcjonariuszy, którymi są Polish Enterprise Fund IV (ok. 43%) oraz trzy osoby fizyczne: Jan Tkaczow, Janusz Niedźwiedzki i Piotr Wasilewski. Nieprawidłowości dotyczą okresu 2000-2002 i kilkunastu milionów złotych, które zaważyć miały na wycenie spółki w momencie, gdy wchodził do niej fundusz zarządzany przez Enterprise Investors.
Mimo że żadna strona nie potrafi wyjaśnić, czego konkretnie dotyczą wykryte przez dyrektora finansowego nadużycia, padły już zarzuty. Pojawiły się roszczenia, a do gry wkroczyły organa ścigania.
- Po otrzymaniu sygnału od rady nadzorczej zostaliśmy odcięci od informacji, a dyrektor finansowy zwolniony dyscyplinarnie przez zarząd. Zapewne w imię zasady, że należy pozbyć się posłańca, który przynosi złe wiadomości - mówi Jacek Siwicki, partner zarządzający w Enterprise Investors. Dlatego też, jak wyjaśnia, jego firma zwróciła się o pomoc do organów ścigania, składając zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W ubiegłym tygodniu prokuratura zatrzymała i przesłuchała kilka osób odpowiedzialnych w Stolicy za finanse.
Założyciele spółki opublikowali wczoraj w tej sprawie oświadczenie. Ich zdaniem, EI zainicjowało postępowanie karne, aby wymusić na nich nieodpłatne przekazanie akcji o wartości 8 mln zł. Pozew w tej sprawie trafił do sądu arbitrażowego. - Uruchomiliśmy procedurę przewidzianą umową inwestycyjną - tłumaczy J. Siwicki. Nie chciał jednak wyjaśnić, na jakiej podstawie, biorąc pod uwagę brak konkretnych informacji o nieprawidłowościach w prowadzeniu ksiąg Stolicy, fundusz domaga się przekazania walorów o takiej właśnie wartości.
Założyciele Stolicy twierdzą, że te papiery zapewniłyby EI kontrolę nad firmą. Na pytanie, czy fundusz wyrażał chęć przejęcia kontroli nad spółką w tym roku, Robert Słowik, pełnomocnik prasowy prywatnych akcjonariuszy, odpowiada: - Enterprise Investors zgłaszał takie żądania i popierał je groźbami podjęcia działań prokuratorskich, sugerował ujawnienie publicznie pewnych nieprawidłowości, które wcześniej nie były im znane. To był szantaż.