Piątkowa sesja była drugą z kolei, na której popyt nie radził sobie z podażą. Ceny wahały się w umiarkowanie szerokim przedziale, ale nie było widać tej zdecydowanej przewagi popytu sprzed kilku dni. Zamiast tego mieliśmy próbę podejścia w okolice poziomu 1320 pkt.
Maksimum sesji zostało wyznaczone na 1321 pkt. Widać więc, że atak popytu był, ale jego styl pozostawiał wiele do życzenia. Późniejszy spadek cen tylko potwierdza obawy o kondycję popytu. Zniżka została zatrzymana 24 pkt poniżej szczytu. Popyt wprawdzie przejął inicjatywę w drugiej części sesji, ale i tym razem nie było to zbyt efektowne.
Nastroje po ostatnich dwóch sesjach minionego tygodnia mogą być nieco słabsze. Są ku temu powody. Wspomniany problem z popytem, który ujawnił się już w czwartek, gdy nie udało się utrzymać nowych szczytów, to jeden z nich. Także wielkość obrotów sygnalizuje, że nie jest to już tak silny rynek, jak jeszcze na początku tygodnia. Przebieg końcówki sesji także pozostawia wiele do życzenia. Po raz kolejny należała ona do podaży.
Czy można założyć, że te ostatnie dwa dni są oznakami szczytu? W tej chwili jest na to za wcześnie. Oczywiście, jako wstępne sygnały osłabienia popytu powinny one wzbudzić co najmniej ostrożność wśród posiadaczy długich pozycji. Trend przechodzi w tej chwili trudne chwile i nie wiadomo, czy wyjdzie z tego obronną ręką. Teoria nakazuje wstrzymać się od decyzji inwestycyjnych i pilnować, czy nie padną sygnały sprzedaży. Dopóki ich nie ma, nadal jest wskazane utrzymywanie długich pozycji, mimo tych wielu wątpliwości. Nie jest to łatwe, ale na razie to są TYLKO wątpliwości. Rynek nie stracił jeszcze zupełnie wigoru i ma szansę na jego odzyskanie. Kierunek dotychczasowego trendu sygnalizuje, że nie jest ona taka mała.