Na początku czwartkowej sesji wydawało się, że będzie miała ona przebieg podobny do tej z 8 lipca. Wtedy po niskim otwarciu straty zostały bardzo szybko odrobione i w efekcie powstała duża biała świeca, która była podstawą do dalszego ruchu w górę. Jednak ostatecznie notowania nie zakończyły się tak pomyślnie jak tydzień wcześniej. W związku z tym nie da się powiedzieć, że trwająca od trzech dni korekta dobiegła końca. Z drugiej strony w analizie technicznej nie znajdujemy przekonujących argumentów za jej kontynuacją. Popyt trochę spuścił z tonu, ale podaż póki co nie jest zbyt agresywna. Zabrało jej aż trzy dni, by sprawdzić wytrzymałość wsparcia w postaci poniedziałkowej luki hossy z dolną granicą przy 1349 pkt. Nie doszło nawet do jej mocniejszego przetestowania, bo na tym poziomie indeks przebywał dosłownie kilkanaście minut. W sumie nie pojawiły się "nowe" sygnały zapowiadające schłodzenie koniunktury. Utrzymują się przy tym "stare" ostrzeżenia mówiące o dużym przegrzaniu rynku. Skoro jednak dotąd nie były one skuteczne, trudno zakładać, że sprawdzą się w tym momencie.
Dynamikę trwającej od początku maja zwyżki dobrze oddaje średnia krocząca z 15 sesji. Została ona przełamana w tym czasie tylko raz. Było to 1 lipca, kiedy WIG20 spadł niecałe 10 pkt poniżej niej. Gdyby teraz indeks znalazł się więcej niż 10 pkt pod średnią mielibyśmy mocne wskazanie sugerujące zmianę krótkookresowej tendencji. Takie podejście jest zgodne z jedną z zasad inwestycyjnych, mówiącą o tym, by w trendzie rosnącym uwagę bardziej zwracać na wsparcia niż opory. Średnia przebiega teraz przy 1308 pkt, wcześniej, przy 1324 pkt, przed zniżką chroni szczyt z 7 lipca.
Od początku miesiąca WIG20 wzrósł o ok. 10%. Popyt był w minionym tygodniu tak zdeterminowany, że wydaje się, iż kto chciał szybko kupić akcje już to zrobił. Teraz przychodzi czas przemyślenia, co dalej? Czy warto dołączać do trendu na obecnym poziomie? Ta refleksja zabierze inwestorom zapewne więcej niż 3 dni.