Wczorajsza sesja była odmienna od ostatnio obserwowanych. Ta odmienność wynikała ze słabości, jaką okazał popyt. Pierwsza godzina notowań na rynku kasowym to przykre doświadczenie dla posiadaczy długich pozycji. Gdy jeszcze akcje nie były notowane, popyt na kontraktach poczynał sobie całkiem swobodnie, wyznaczając nowe maksima całego wzrostu trwającego od marca.
Notowania na rynku akcji zaczęły się spokojnie głównie za sprawą awarii systemu giełdowego i niemożności publikowania wartości indeksów. Gra na kontraktach przypominała ciuciubabkę. Po kwadransie wszystko wróciło do normy. Wtedy też zaczęło się osłabienie. Wzrost cen w pierwszej godzinie notowań można traktować jako część zapoczątkowanego już w piątek ruchu powrotnego do przebitej linii trendu. Popyt miał ambitny plan zanegowania tego sygnału. Plan nie został zrealizowany, a kursy zawróciły w sąsiedztwie linii trendu. Nowe maksy nie pomogły, gdyż okazało się, że nie ma komu ich bronić. Słabość rynku została przypieczętowana zamknięciem małej luki hossy, jaka została wczoraj na początku sesji wyrysowana. Po takich sygnałach poszła fala wyprzedaży. Gracze krótkoterminowi zajmowali krótkie pozycje.
Zjazd pociągnął ceny do 1344 pkt i wydaje się, że to jeszcze nie koniec. Posiadacze długich pozycji próbowali ratować się w końcówce sesji, ale nie zdołali wyjść nad poziom piątkowego zamknięcia. Tak więc padł sygnał również dla graczy średnioterminowych. Wygląda na to, że wzrost cen został zatrzymany i czeka nas nieco głębsza, od ostatnio notowanych, korekta. Nie jest wykluczone, że zakończy się ona na poziomie 1250 pkt, czyli na 38,2-proc. zniesieniu wzrostów. Trzeba jednak pamiętać o poziomach ostatnich konsolidacji. Tu także popyt może być aktywny, stąd nie można lekceważyć okolic 1320 pkt.