John Hilley trafił do Nasdaq w 1999 r. Wcześniej pracował w Białym Domu, gdzie pełnił funkcję asystenta prezydenta Billa Clintona ds. kontaktów z Kongresem. Na nowojorskim rynku odpowiadał m.in. za funkcjonowanie europejskiej filii - brukselskiego Nasdaq Europe. Inwestycja w tę instytucję, która powstała dzięki przejęciu przez Amerykanów rynku Easdaq, kosztowała Nasdaq 83 mln USD. Tymczasem Nasdaq Europe nigdy nie przyniósł zysku i Robert Greifeld podjął niedawno decyzję o jej zamknięciu. Choć John Hilley nie podał oficjalnie żadnych powodów dymisji, to obserwatorzy rynku uważają, że został on zmuszony do rezygnacji właśnie ze względu na nieudaną ekspansję na rynku europejskim.

Amerykanie wciąż są obecni w Europie, choć w mniejszym stopniu, a to poprzez utworzony w marcu br. Nasdaq Deutschland. Na tym rynku, który w 50% należy do Nasdaq, a w 50% do pięciu niemieckich giełd regionalnych, notowanych jest 130 czołowych spółek (pod postacią kwitów depozytowych). Nadzór nad Nasdaq Deutschland przejmie po Johnie Hilleyu dyrektor finansowy nowojorskiego rynku - David Warren.

Od czasu gdy w maju br. dyrektorem generalnym Nasdaq został Robert Greifeld, o rezygnacji z funkcji poinformowało już siedmiu członków ścisłego kierownictwa tej instytucji. Oprócz Johna Hilleya, byli to: wiceprezes Robert Ketchum, trzech kierowników odpowiedzialnych w firmie za obroty i kontakty z emitentami ,a także szef działu marketingu.

W ubiegłym miesiącu Robert Greifeld zapowiedział, że zlikwiduje ok. 80 etatów związanych przede wszystkim z działalnością Nasdaq na rynku europejskim. Oszczędności są potrzebne. W I kwartale br. zysk kierowanej przez niego instytucji spadł aż o 88%, do 2,6 mln USD.