Na początku roku inwestorzy grali pod zyski zapowiedziane przez zarząd spółki. Jej notowania gwałtownie wzrosły. Problem w tym, że ulubieniec giełdowych spekulantów wciąż nie może się pochwalić dobrymi wynikami. W II kwartale Próchnik zanotował rekordowo niską sprzedaż - 1,1 mln zł (i to pomimo wzrostu kursu euro, w którym rozlicza kontrakty z zagranicznymi partnerami) oraz straty. Straty były wyższe niż w pierwszych trzech - tradycyjnie słabych - miesiącach roku. Rezultaty są też zdecydowanie grosze niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Zarząd wyjaśnia to krótko: zawiniła pogoda. Przychody spadły, bo już na początku maja temperatury sięgały powyżej 20 st. C. W takich warunkach wierzchnie okrycia na sezon wiosna-lato nie sprzedawały się. Próchnik produkuje głównie kurtki i płaszcze.

Co będzie dalej? Przedsiębiorstwo nie wskazało żadnych czynników, które będą miały istotny wpływ na rezultaty w III kwartale. Jednak wcześniejsze deklaracje wskazywały, że zarząd ma pomysły na odbudowę pozycji rynkowej oraz poprawę wyników. Prezes Katarzyna Suszanowicz kilkakrotnie zapowiadała, że w 2003 r. spółka po raz pierwszy od kilku lat wyjdzie na plus, a poprawa wyników nastąpi w drugiej połowie roku. Podtrzymuje te deklaracje po wynikach I półrocza.

Wątpliwości na pewno mają inwestorzy. W giełdowym polowaniu na małe firmy, które doprowadziło do wywindowania ich kursów, Próchnik nie jest brany pod uwagę. Jego kurs waha się ostatnio w przedziale 40-45 groszy.