Reformy mogą doprowadzić do czegoś, co w Wielkiej Brytanii nazywa się popularnie "prawem w Tesco". Chodzi tu o możliwość oferowania usług prawnych i notarialnych w bankach lub nawet w supermarketach. Jak powiedział lord Falconer, rządowi chodzi przede wszystkim o zwiększenie konkurencji w sektorze oraz dostosowanie go do nowych warunków rynkowych. Kluczowym zwrotem w planach rządowych jest "większy rozwój MDP (multi-disciplinary practicies)" - czyli wielobranżowych punktów usług prawnych. W tego typu instytucjach klient mógłby załatwić wszystko - od zatwierdzenia testamentu po poradę w sprawie ubezpieczenia auta. Firmy notarialne, księgowe, prawnicze, doradcze, ubezpieczeniowe - zgodnie z obecnymi przepisami zmuszone do działania osobno - mogą w ten sposób znaleźć się pod jednym dachem.
Zmiana przepisów może również zachęcić wielkie firmy prawnicze do łączenia się z bankami inwestycyjnymi lub wchodzenia na giełdę. Peter Cornell, jeden z dyrektorów zarządzających Clifford Chance (największej firmy prawniczej w Wielkiej Brytanii), do projektów rządowych podchodzi entuzjastycznie. Jego zdaniem, pojawienie się wkrótce spółek z jego branży na giełdzie nie jest wcale fantazją.
Niektórzy prawnicy krytykują jednak rządowe plany. Zakładają one bowiem powołanie centralnego podmiotu regulującego rynek usług prawnych - czegoś na kształt FSA (Financial Serice Authority) w City. Dzisiejszy system regulacji tego sektora odzwierciedla bowiem jego fragmentaryzację i chaos w nim panujący. W Anglii i Walii istnieją aż 22 instytucje kontrolujące prawników i notariuszy. Ten stan rzeczy - według lorda Falconera - powoduje, że system kontroli rynku usług prawnych i notarialnych jest "przestarzały, zbyt skomplikowany i niedostatecznie transparentny".