Według danych, do których dotarł Parkiet, w pierwszej połowie bieżącego roku do warszawskiego sądu gospodarczego wpłynęło 617 wniosków o upadłość (średnio ponad 100 na miesiąc) i 150 wniosków o otwarcie układu z wierzycielami. Lipiec okazał się jednak wyjątkowo obfity. Tylko wniosków o upadłość trafiło do wydziału 150. - To nietypowe dla letnich miesięcy, w których zazwyczaj toczą się jedynie sprawy już zaczęte - mówi sędzia P. Zimmerman.
Skąd ta fala?
Przyczyn letniego boomu upadłościowego może być kilka. Po pierwsze, w październiku wchodzi w życie nowe prawo upadłościowe. - To strach przed nowym - sugeruje sędzia. Spółki, które na koniec czerwca przeprowadziły rachunek sumienia, chcą zdążyć przed tym terminem.
Najwięcej wniosków składają wierzyciele. Jest jednak część firm, gdzie o upadłość starają się same zarządy. - Zależy im na szybkim rozpatrzeniu sprawy i ogłoszeniu upadłości. Niewykluczone że w związku z lepszymi prognozami gospodarczymi chcą zamknąć za sobą pewien rozdział i rozpocząć nową działalność - wyjaśnia dalej sędzia Zimmerman.
Jak wskazuje, do Warszawy fala upadłości dociera na końcu. Stołeczne firmy działają w lepszych warunkach, na stabilniejszym rynku. - Być może ruch w wydziale to oznaka poprawy sytuacji w kraju - przypuszcza sędzia. Według niego, warszawski sąd przyjmuje ostatnio zdecydowanie więcej wniosków niż sądy w innych województwach. Oznacza to, że spółki "w terenie", bardziej wrażliwe na zmiany koniunktury wychodzą z dołka. Ministerstwo Sprawiedliwości nie ma jeszcze gotowego zestawienia dla całego kraju. Wczoraj nie chciało udostępnić zebranych informacji.