Rada Ministrów skorygowała przyjęte w czerwcu prognozy średniorocznego kursu dolara i euro. Najnowsze szacunki przewidują, że notowania rodzimej waluty w przyszłym roku wyniosą 4,25 zł za euro i 3,74 zł za dolara. Wcześniej szacowano je na poziomie 4,15 zł za euro i 3,99 za dolara. Rewizji uległy także przewidywania dotyczące tego roku.
"Uwzględniając obecny poziom rynkowego kursu złotego, poziom kursu USD do euro, a także wpływ innych czynników, prognozuje się, że średni w 2003 roku kurs złotego do euro wyniesie 4,32, wobec prognozy z czerwca w założeniach do budżetu na 2004 r. na poziomie 4,17, a do euro ukształtuje się na poziomie 3,84 wobec 3,80 wcześniej" - czytamy w dokumencie rządowym.
Zdaniem ekspertów to krok w dobrym kierunku, idący za trendami rynkowymi. Ekonomiści twierdzą natomiast, że nie można precyzyjnie określić wpływu tych korekt na przyszłoroczny budżet. Weryfikacja prognoz kursu obu walut może zmienić zapisaną w ustawie wielkość zadłużenia zagranicznego. Ponieważ Polska jest zadłużona zarówno w dolarach, jak i w euro, a proporcja zadłużenia w obu walutach jest tajemnicą resortu finansów, trudno wyliczyć skutki tego ruchu. Szczególnie, gdy jedna waluta zyskuje, a druga traci.
Można jedynie rozważać to teoretycznie. Jeśli w strukturze naszego zadłużenia zagranicznego przeważają kredyty i papiery denominowane w dolarach "zysk" Skarbu Państwa na 23-groszowej redukcji kursu tej waluty jest oczywisty. Natomiast przy przewadze zobowiązań w euro będzie odwrotnie. Jednak analitycy w działaniach rządu nie doszukują się prób sztucznej poprawy wskaźników przyszłorocznego budżetu.
- Zmiany w prognozach kursowych podążają za wydarzeniami na rynku oraz za prognozami wszystkich ośrodków analitycznych. Powinniśmy więc interpretować je jako zwyczajne urealnienie kursu - tłumaczy Mirosław Gronicki, główny ekonomista Banku Millennium.