Cena ropy naftowej przed południem wyniosła wczoraj w Londynie 30,55 USD za baryłkę, a więc była najwyższa od 14 marca, kiedy świat czekał na rozpoczęcie inwazji na Irak. Analitycy tego rynku spodziewali się bowiem, że zapasy ropy w USA wzrosły wprawdzie w minionym tygodniu, ale tylko o 190 tys. baryłek. Tymczasem Departament Energetyki po południu naszego czasu poinformował, że zapasy te zwiększyły się o 2,9 mln baryłek i wynoszą 280,2 mln. Jest to jeszcze o 9% mniej niż przed rokiem, ale tydzień wcześniej zapasy te były mniejsze o 10%, co wobec szczytu sezonu urlopowego w USA powodowało zwyżkę cen ropy na światowym rynku. Baryłka ropy Brent z dostawą we wrześniu kosztowała po południu w Londynie 30,05 USD, wobec 29,93 USD na wtorkowym zamknięciu.

Cena miedzi praktycznie wczoraj nie zmieniła się. Rynek tego surowca czeka na rozstrzygnięcie sporu płacowego w kopalni Escondida w Chile. Do strajku miało tam dojść już w minioną sobotę, ale zarządzająca kopalnią australijska spółka BHP Billiton w ostatniej chwili wystąpiła z nową ofertą wobec związków zawodowych i akcję protestacyjną odwołano. Kolejne głosowanie w sprawie strajku ma odbyć się jutro. Jeśli do niego jednak dojdzie, to miedź zdrożeje, bo Escondida jest największą kopalnią tego surowca na świecie. Za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono po południu na londyńskiej giełdzie 1773 USD, a więc o 1 USD więcej niż na zamknięciu dzień wcześniej.

Złoto ponownie wczoraj staniało, co było spowodowane wzrostem kursu dolara do euro. Cena uncji złota z natychmiastową dostawą ustalana w Londynie przez 11 światowych banków uczestniczących w obrocie tym kruszcem wynosiła po południu 351,3 USD, a więc o 70 centów mniej niż w poniedziałek.