Wolumen wyniósł wczoraj ponad 2,9 mln akcji (29% kapitału i głosów na walnym zgromadzeniu). Był o ponad 300 tys. wyższy od zanotowanego na rekordowej dotychczas pod tym względem sesji z początku czerwca. Obroty sięgnęły ponad 3,5 mln zł. Kurs wyniósł na zamknięciu 72 grosze - a więc osiągnął poziom nie notowany od przełomu stycznia i lutego bieżącego roku, kiedy Próchnik był liderem zwyżki i ulubieńcem giełdowych spekulantów.

Nie wiadomo, kto tak aktywnie handluje papierami odzieżowej firmy. Znani są jedynie właściciele około 5% jej akcji (głównie NFI). Reszta wciąż pozostaje w cieniu. Inwestorzy zawarli wczoraj ponad 700 transakcji, a wolumen największej wyniósł ponad 60 tys. walorów (średni wolumen to 4,1 tys.). To sugerowałoby raczej, że wymiana akcji następowała między małymi graczami. Tradycyjnie też wzrost nie jest spowodowany żadnymi informacjami pochodzącymi ze spółki. Firma nie przekazywała żadnych istotnych komunikatów z wyjątkiem uchwał czwartkowego walnego, które wybrało nową radę nadzorczą i po raz kolejny uznało, że przedsiębiorstwo, mimo strat, powinno dalej działać.

Próchnik w okresie ostatnich kilku miesięcy, kiedy na giełdzie bardzo mocno drożały akcje małych i średnich firm, nie wzbudzał większych emocji inwestorów. Spadły obroty, a kurs w tym czasie oscylował najczęściej w przedziale 45-55 groszy. Wydawało się, że gracze, szukając nowych okazji inwestycyjnych, zapomnieli o spółce, podobnie jak i o kilku innych giełdowych ulubieńcach. Ostatnie sesje są jednak popisem możliwości spekulantów, którzy "rozhuśtali" notowania wielu emitentów (o czym pisaliśmy w ostatnim Parkiecie). Wczorajsza sesja może dowodzić, że przypomnieli sobie także o łódzkim przedsiębiorstwie.