Tegoroczny wzrost przez 6 miesięcy odbywał się w ramach kanału wzrostowego. W połowie lipca luką hossy nastąpiło wybicie i trend przyspieszył. Wczoraj mieliśmy kopię tej sytuacji, tyle że w tym przypadku wybicie luką nastąpiło z miesięcznego kanału zwyżkowego, zapoczątkowanego właśnie na początku ubiegłego miesiąca. Po raz kolejny, przez całą sesję dominował bardzo mocny popyt i nawet na moment byki nie dopuściły do powrotu pod 1410 pkt. Zatrzymanie niedźwiedzi właśnie na tym poziomie jeszcze mocniej przypieczętowało ich porażkę "pod Grunwaldem".
Takie sesje jak wczorajsza coraz bardziej upodabniają cały rynek do debiutujących ostatnio akcji Hoopu. Większość inwestorów nawet bez niekorzystnych raportów była skłonna zapłacić za akcje tej spółki jedynie cenę równą dolnej granicy widełek. Gdy do obrotu weszła nieduża liczba akcji, skupiona w rękach inwestorów instytucjonalnych, rozpoczął się dynamiczny wzrost nawet ponad 50% powyżej ceny emisyjnej. Nie ma bowiem na tych akcjach żadnej podaży, a oprócz jednego analityka wszystkim zależy tylko na wzroście ceny.
Podobnie jest teraz z resztą akcji, na których ze świecą trzeba szukać chętnych do sprzedaży. Wszelakiej maści fundusze na razie zamiast martwić się (jak zawsze dyskusyjnym) przewartościowaniem akcji, zastanawiają się, jak doważyć akcyjne portfele. TFI nie mogą przecież wyrzucić za drzwi hojnych (niektórzy powiedzą, że naiwnych) klientów, a OFE oprócz niskiego udziału akcji mają jeszcze w perspektywie spłatę zadłużenia obligacjami. Wszyscy pewnie żałują, że nie akcjami giełdowych spółek. Nie sposób prognozować, kiedy skończy się ten euforyczny wyścig do kupna. Wzrost błyskawicznie zakończy decyzja jednego z dużych inwestorów, ale na razie żaden z zarządzających wręcz nie może jej podjąć.