Cechą charakterystyczną ostatnich kilku sesji jest sytuacja, kiedy po wzroście rynku pojawia się formacja świecowa, która potencjalnie może stanowić o odwróceniu trendu, po czym notowania następnego dnia negują ją. Ta swoista hossa "dwa kroki w przód, jeden w tył" nieprzypadkowo rozwija się w strefie 1400-1500 pkt. Rynek wszedł bowiem w silną strefę oporów, w której co kilkanaście punktów można wyznaczyć istotne poziomy z czego najważniejszym jest pułap 1500 pkt. Tak samo płynnym oporem jest linia szyi ponad 2-letniej formacji "W". W jej przypadku jednak możemy posłużyć się podstawowym kanonem AT, który wymaga, by podczas zmiany trendu o tak kapitalnym znaczeniu wystąpił odpowiedni obrót. Innymi słowy, dniem zmiany trendu długoterminowego będzie sesja, podczas której notowania zamkną się ponad poziomem 1500 pkt, a towarzyszyć temu będzie obrót jakiego nie oglądaliśmy od długiego czasu.

Jak wiemy, "koszula bliższa ciału" i bardziej niż analizy długoterminowe inwestorów interesuje perspektywa kilkudniowa. Zaskoczenie, jakim było wyjście górą z formacji wznoszącego się klina, powoli mija. W poniedziałek problemy pojawiły się przy oporze wyznaczającym maksimum z początku 2002 roku. Na wykresie godzinowym przez chwilę sprawy przybrały groźny obrót, gdy WIG20 wypadł dołem z trzydniowej formacji szybko rosnącego kanału. Udany powrót i zanegowanie sygnału sprzedaży sprawiły jednak, że sesja zakończyła się z nowym średnioterminowym maksimum. Jedynym, co może teraz uzasadniać grę na zniżkę, jest charakter poniedziałkowej świecy - "doji" w kształcie młota. Naturalnie w tej fazie trendu jej wymowa jest negatywna i "wisielcza". Historia ostatnich 4 tygodni pokazuje, że każdorazowo (3 przypadki) po pojawieniu się "doji" następna po niej sesja miała spadkowy przebieg. Statystyka sprzyja więc niedźwiedziom, lecz fakt, iż formacja wymaga potwierdzenia, a także przebieg oscylatorów, na których bardzo trudno znaleźć symptomy osłabienia, nie pozwalają na razie poważnie myśleć o pozbywaniu sisę akcji.