Druga czarna świeca z rzędu jeszcze nie zwiastuje odwrócenia trendu na warszawskiej giełdzie, ale jest z pewnością symbolem malejącej przewagi popytu nad podażą. Podczas czwartkowej sesji przecenie uległy prawie wszystkie walory spółek wchodzących w skład indeksu WIG20. Do przełamania średnioterminowego trendu wzrostowego brakuje już niewiele, praktycznie jest to możliwe podczas każdej kolejnej sesji. Wprawdzie o zakończeniu obecnej fali hossy mówi i pisze się od dawna, jednakże rynek zachowuje się zupełnie inaczej, niż chcieliby tego pesymiści. I może to jest podstawą wzrostów, gdyż, jak pokazują badania nad psychologią tłumu, kiedy na rynku większość analityków i inwestorów spodziewa się momentu zwrotnego, dzieje się zupełnie odwrotnie.

Znaczna podaż akcji, która pojawiła się na rynku w ostatnich pięciu dniach, powinna zdecydowanie zaspokoić popyt tych graczy giełdowych, którzy wierzą w kontynuację wzrostów rynku i nie przejmują się ewentualną korektą. A o korektę jest nietrudno, gdyż pokusa realizacji zysków osiągniętych w ostatnich miesiącach jest bardzo duża. Można sądzić, że spory wolumen ostatnich kilku dni osiągnięty na tak wysokim poziomie cenowym jest fazą dystrybucji w "białych rękawiczkach" - stopniowo i profesjonalnie traderzy redukują udział akcji w portfelach, tak aby nie spowodować przedwczesnej lawiny sprzedaży. Jeżeli ceny zaczną teraz spadać, to nastąpi to w bardzo zdecydowany sposób i na pewno nie skończy się na kilkudziesięciu punktach korekty. Analiza bieżącej sytuacji indeksu WIG20 wskazuje na ciągłe wykupienie rynku, które utrzymuje się już od dłuższego czasu. Jednocześnie brak jest jednoznacznych sygnałów wskazujących na zakończenie trwającego trendu wzrostowego. Jest jeszcze za wcześnie, aby stwierdzić, czy strona popytowa wyczerpała swój potencjał. Aktywni gracze czekają na bardziej zdecydowany ruch indeksów, a inwestorzy pozostający poza rynkiem, nie podejmują decyzji o kupnie, obawiając się, że właśnie kształtuje się szczyt.