Z ostatniej ankiety przeprowadzonej przez Reutersa wynika, że pod koniec grudnia euro powinno kosztować 4,28 zł, a dolar 3,75 zł (wczoraj odpowiednio 4,36 zł i 3,97 zł). - Na korzyść złotego będzie działać zbliżający się termin wejścia Polski do Unii Europejskiej - twierdzi Marek Zuber, główny ekonomista TMS. - Pojawią się kolejne dane makroekonomiczne, świadczące o ożywieniu gospodarczym. Spodziewamy się też informacji, wskazujących na przyspieszenie procesów prywatyzacyjnych - dodaje Jacek Wiśniewski, szef działu prognoz i analiz w banku Pekao.
Jego zdaniem, na korzyść złotego powinna też działać sytuacja na rynku obligacji. Wyprzedaż polskich papierów przez inwestorów zagranicznych była w ostatnim czasie jednym z powodów osłabienia naszej waluty, zwłaszcza w stosunku do dolara. - Sądzę, że najgorszy czas dla rynku obligacji już nadszedł. Teraz sytuacja powinna się poprawiać - ocenia J. Wiśniewski.
Specjaliści ostrzegają jednak, że w najbliższym czasie na rynku będzie nerwowo. Ma to związek z przygotowywaniem projektu budżetu na przyszły rok, który powinien być gotowy do końca tego miesiąca.
Kluczowe dla notowań naszej waluty są relacje euro do dolara na rynkach zagranicznych. W tej kwestii opinie ekspertów są jednak podzielone: - Oczekujemy umocnienia europejskiej waluty - twierdzi J. Wiśniewski. - Dolar będzie rósł, bo ożywienie w gospodarce amerykańskiej następuje znacznie szybciej niż w europejskiej - ocenia M. Zuber.
Według Marcina Bilbina, analityka z Banku Handlowego, po zakończeniu sezonu wakacyjnego należy również oczekiwać zwiększenia wahań złotego w stosunku do euro. Od wielu tygodni kursy na tym rynku nie wychodzą poza pewien "korytarz". W opinii M. Bilbina, stworzyli go inwestorzy korporacyjni, którzy przy określonych poziomach albo kupują, albo sprzedają walutę (na rynku dolar/złoty, na którym grają głównie banki, wahania kursowe są znacznie większe).