Wczorajsza sesja zaczęła się fatalnie. Kontrakty rozpoczęły notowania od spadku, zupełnie ignorując wykreślenie kolejnych szczytów w USA. To potwierdziło brak korelacji ze światem, jaki można już było wyraźnie zauważyć w środę. Wczoraj, przy przyzwoitej postawie rynków zagranicznych, nasz parkiet odznaczał się wyraźną słabością. Już pierwsza godzina notowań przyniosła mocny spadek, zbijając ceny o 40 pkt w stosunku do zamknięcia z poprzedniego dnia. Wtedy też zostało ustanowione minimum, które utrzymywało się przez dłuższy czas. Dalszy przebieg notowań, niestety, nie poprawił obrazu rynku. Południowa próba powrotu do poziomu zamknięcia z środy nie powiodła się. Druga część sesji to dalsza przewaga podaży. Nie była ona duża, ale wystarczyło, by kurs kontraktu powoli się osuwał, by w końcówce przyspieszyć i zaliczyć nowe minima.

Obraz rynku w krótkim terminie nie jest najlepszy. Już na początku sesji została pokonana przyspieszona linia trendu wzrostowego. To skłania do przypuszczenia, że teraz rynek będzie zmierzać w kierunku kolejnej, mniej stromo nachylonej linii. Jej obecny poziom to okolice 1610 pkt. Dojście do niej było uzależnione od zamknięcia luki hossy z 1 września. To nastąpiło już na wczorajszej sesji. Taki szybki spadek nie jest niemożliwy. Zwłaszcza przy ostatnio obserwowanej zmienności.

Przebita linia trendu, zamknięta luka hossy, przecięta średnia krocząca. To są sygnały, które dają przewagę niedźwiedziom. Sygnałem powrotu do trendu wzrostowego będzie dopiero pokonanie przez wykres małej spadkowej linii opartej na szczytach z 2 i 3 września. Obecnie znajduje się ona na poziomie ok. 1730 pkt. Dopóki jest ona nienaruszona, należy uważać, że korekta spadkowa trwa.