- Ważne jest to, że taki próg istnieje, ale gdy jest się blisko niego to powstaje dodatkowe ryzyko związane z tym, jak rząd się do tego ustosunkuje - powiedział analityk agencji ratingowej Standard&Poor`s Moritz Kraemer. Według ministra gospodarki i pracy Jerzego Hausnera, dług publiczny zbliży się do progu 60% PKB, ale go nie przekroczy. - Co stanie się, gdy rząd osiągnie limit deficytu w 2006 roku, lub nawet wcześniej? Brak odpowiedzi na to pytanie powoduje, że sytuacja staje się bardziej płynna i potencjalnie rozchwiana - podkreśla analityk. - Nie jest to problem na obecnym etapie, ale może stać się nim szybko - dodaje.
Rok 2004 Kraemer uważa za szczególnie trudny z punktu widzenia finansów publicznych i deficytu, chyba że dojdzie do silnego odbicia gospodarki. Wskazuje zwłaszcza na to, że Polska będzie musiała przedpłacić rozmaite unijne świadczenia na rolnictwo, zapłacić składkę członkowską UE, współfinansować projekty, przychody z prywatyzacji nie będą duże, a zapowiadana emisja długu jest wyższa od wcześniej zakładanej przez rząd.
Na lata 2004-2005 Standard&Poor`s przewiduje, że deficyt budżetu wyniesie 7% PKB, znacznie powyżej prognoz rządu wobec 5,4% PKB zaplanowanego na br. Kraemer nie dostrzega presji na zmianę ratingu Polski, przypominając, że S&P nie tak dawno temu zmienił perspektywę na negatywną ze stabilnej.
- Jak dotąd polityka gospodarcza rządu z grubsza zmierza w oczekiwanym przez nas kierunku. Sytuację oceniamy na bieżąco w miarę napływu danych - mówi.
- Nie ma magicznego progu deficytu, po przekroczeniu którego automatycznie uruchamiany jest mechanizm zmiany ratingu. Przede wszystkim kierujemy się średniookresową perspektywą - zastrzegła.