Premier Francji Jean-Pierre Raffarin zapowiedział w ubiegłym tygodniu obniżenie w przyszłym roku podatków dochodowych o 3%, co ma pozostawić w kieszeniach obywateli 1,8 mld euro. Rząd liczy na to, że ta redukcja podatków ożywi gospodarkę, która w II kw. odnotowała spadek PKB, a w całym br. może rozwinąć się w tempie najwolniejszym od 10 lat. Szef wielkiej firmy detalicznej Pinault-Printemps-Redoute, Serge Weinberg powiedział agencji Bloomberga, że to za mało, by rzeczywiście pomóc trzeciej co do wielkości europejskiej gospodarce. Wolałby on, żeby premier zmniejszył wydatki państwa i złagodził przepisy prawa pracy, aby obniżyć koszty spółek.
Redukcja za mała
Redukcja podatków ani nie jest wystarczająco duża, by przyspieszyć wzrost gospodarczy, ani nie jest to najbardziej skuteczny sposób zwiększenia wydatków konsumpcyjnych - uważają ekonomiści. Obniżka podatków utrudni natomiast francuskiemu rządowi zmniejszenie deficytu budżetowego, który w tym roku może sięgnąć 4% PKB, a w przyszłym też przekroczy 3-proc. limit obowiązujący w strefie euro.
Polityczna zagrywka?
- Kraje mogą żyć z dużym deficytem, ale tylko wtedy, gdy finansuje on reformy zwiększające potencjał gospodarczy. Ostatnia decyzja rządu jest czysto politycznym posunięciem - powiedział Philippe Waechter, główny strateg inwestycyjny w paryskiej firmie Natexis Asset Management, która zarządza 61 mld USD w akcjach i obligacjach. Prezydent Jacques Chirac wymógł na premierze, by obniżył podatki dochodowe o 3%, podczas gdy minister finansów Francis Mer chciał redukcji nie większej niż 1%. Chirac wygrał ubiegłoroczne wybory z programem zapowiadającym obniżenie podatków o jedną trzecią do 2007 r. Francuscy analitycy zwracają uwagę, że owe 1,8 mld euro zmniejszenia wpływów z podatków dochodowych to zaledwie 0,1% PKB Francji. A więc bez porównania mniej niż 16 mld euro zapowiedziane na przyszły rok w Niemczech, co stanowi 0,75% ich PKB.