Jean-Claude Trichet w połowie lipca pomyślnie przeszedł przesłuchania przed Komisją Gospodarki i Polityki Pieniężnej Parlamentu Europejskiego. Głosowanie zgromadzenia będzie więc - zdaniem obserwatorów - tylko formalnością. Później francuski bankowiec będzie jeszcze musiał uzyskać aprobatę przywódców krajów Unii Europejskiej na szczycie, który odbędzie się 16-17 października. W fotelu prezesa EBC powinien zasiąść 1 listopada.

Jean-Claude Trichet przejmie funkcję prezesa EBC od Holendra Wima Duisenberga, popieranego przy nominacji w 1998 r. m.in. przez Niemców. Jego kadencja - na mocy ustaleń sprzed pięciu lat - będzie skrócona po to, aby szefem banku centralnego krajów unii walutowej mógł zostać właśnie Francuz. Jego kandydatura ze względu na nie do końca krystaliczną przeszłość wzbudza jednak mieszane uczucia.

Jean-Claude Trichet jest bowiem bezpośrednio zaangażowany w tzw. aferę banku Credit Lyonnais, który na początku lat 90. ubiegłego wieku w wyniku manipulacji księgowych i nieumiejętnego zarządzania (bank m.in. zainwestował ogromne kwoty w amerykańskie studio filmowe Metro-Goldwyn-Mayer) stanął na krawędzi bankructwa. Wówczas z ramienia Ministerstwa Finansów jako szef Tresor, czyli jednostki nadzorującej spółki skarbu państwa, pieczę nad Credit Lyonnais sprawował właśnie Jean-Claude Trichet. W styczniu br. zapowiedziano, że Trichet stanie przed sądem oskarżony o nieprawidłowości przy nadzorowaniu Credit Lyonnais.

Jean-Claude Trichet ma 59 lat. Jest absolwentem elitarnej uczelni ENA, gdzie zdobył wykształcenie jako... inżynier górnictwa. Pracę rozpoczął jednak w Ministerstwie Finansów, gdzie zrobił błyskotliwą karierę. Na scenie politycznej uchodzi za człowieka prawicy (był m.in. doradcą Valery'ego Giscarda d'Estaing i dyrektorem gabinetu premiera Edouarda Balladura (1986-1987 r.). Jednak to za rządów lewicowych w 1987 r. został mianowany na dyrektora w resorcie finansów, a później (w 1989 r.) zaproponowano mu stanowisko prezesa Banku Francji. Jest uznawany za jednego z głównych architektów traktatu z Maastricht, na mocy którego wprowadzono euro.

Zarówno politycy, jak i ekonomiści wiele sobie obiecują po nowym szefie EBC. Ma on opinię wroga inflacji, ale również człowieka elastycznego, skłonnego do kompromisu i dyskusji.