"Jest bardzo, bardzo groźnie. Rynek nie jest przekonany, czy rząd zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji" - powiedział Gavin Gray, analityk do spraw rynków wschodzących w londyńskim banku HSBC. Złoty spadł poniżej zeszłotygodniowego minimum po tym jak przedstawiciel ministerstwa finansów powiedział Reuterowi, że jeżeli dług publiczny osiągnie w przyszłym roku poziom 55 procent PKB, to konieczne będzie uruchomienie mechanizmów stabilizacyjnych. Wcześniej większość analityków koncentrowała się na progu ostrożnościowym 60 procent. Średnioterminowa strategia finansów publicznych ministra Andrzeja Raczki przyjęta w tym tygodniu przez rząd zakłada, że dług publiczny wzrośnie w przyszłym roku do 54,8 procent PKB. Poziom 55 procent może jednak zostać łatwo przekroczony, jeżeli złoty nie odbije się od minimum na poziomie 4,556 za euro, osiągniętego w piątek. W porównaniu do czwartku polska waluta spadła o prawie jeden procent. Połowa wynoszącego 30 miliardów dolarów polskiego zadłużenia zagranicznego denominowana jest w euro. Według dealerów sygnał do sprzedaży złotego dał Londyn. "To droga w jedną stronę. Sprzedaż, sprzedaż i jeszcze raz sprzedaż, która uruchamia stop-lossy" - powiedział szef działu walutowego w jednym z warszawskich banków. "Włączyły się stop-lossy, ale początkowy impuls wynikał z obaw o budżet" - powiedział analityk walutowy jednego z dużych londyńskich banków. PRZESADNE SPADKI- Dealerzy uważają, że są duże różnice w postrzeganiu sytuacji między inwestorami lokalnymi, a zagranicznymi. Ci ostatni wychodzą z rynku obligacji ponieważ wątpią, czy Polska będzie w stanie przyjąć euro w 2008 roku. Polska znajduje się w gronie 10 krajów, które przystąpią do Unii Europejskiej w maju przyszłego roku. "Wielu zagranicznych inwestorów przykłada do budżetu większą uwagę niż należy, przez co winduje rynek i możliwe są ruchy spekulacyjne" - powiedział dealer z międzynarodowego banku w Warszawie. Podczas porannego handlu ceny obligacji spadały, a rentowności wzrosły o siedem punktów bazowych do 6,09 procent w przypadku obligacji 10-letnich. Jest to najwyższy poziom od listopada ubiegłego roku. Prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) Leszek Balcerowicz powiedział w tym tygodniu, że wzrost rentowności papierów o długim terminie zapadalność jest związany z obawami rynku o politykę fiskalną rządu. Obecnie wielu analityków spodziewa się, że Rada Polityki Pieniężnej (RPP), której posiedzenie odbędzie się w przyszłym tygodniu utrzyma główną stopę procentową na dotychczasowym poziomie 5,25 procent. "Złoty i obligacje to błędne koło - jeden czynnik wpływa na drugi. Podstawowy problem na rynku obligacji polega na tym, że po prostu nikt nie chce ich kupować" - powiedział Maciej Słomka, szef działu papierów dłużnych w Pekao SA. Analitycy zwracają jednak uwagę, że w polskiej gospodarce widać wyraźne oznaki ożywienia - w drugim kwartale wzrost wyniósł prawie cztery procent - przy jednoczesnym utrzymaniu inflacji na niskim poziomie - 0,7 procent. To sugeruje, że złoty jest tani. Jednak ryzyko związane z przyszłorocznym budżetem i obawy o to, czy rząd Leszka Millera zdecyduje się na planowane cięcia wydatków w 2005 roku - a więc w roku wyborów - sprawiają, że rynek zapomina o fundamentach makroekonomicznych. "Złoty wydaje się być niezwykle tani, ale kiedy rynek traci zaufanie do polityków, waluty mogą pozostawać na niskim poziomie przez bardzo długi czas" - powiedział Gray.

((Tłumaczył: Tomasz Krzyżanowski; RM: [email protected]; Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, [email protected]))