W sierpniu import wyniósł ponad 3,6 mld euro. W skali roku oznacza to spadek o przeszło 1%. Dane te świadczą o tym, że nie nastąpiło ożywienie w popycie konsumpcyjnym. W lipcu import niespodziewanie wzrósł rok do roku o ponad 8%. Ekonomiści z ogromnym zadowoleniem przyjęli tę wiadomość, sądząc, że może być ona zapowiedzią wzrostu popytu. Chodzi przede wszystkim o długo wyczekiwane ożywienie w popycie inwestycyjnym (w drugim kwartale wydatki przedsiębiorstw na maszyny i urządzenia spadły rok do roku o 1,7%).
- Gospodarka przyspiesza. Mam jednak obawy, że z powodu braku inwestycji wzrost gospodarczy może być bardzo nietrwały - mówi Iwona Pugacewicz-Kowalska, główna ekonomistka CA IB Securities. Według Ernesta Pytlarczyka, ekonomisty Banku Handlowego, sierpniowe dane dotyczące bilansu płatniczego potwierdzają, że główną siłą napędową gospodarki pozostaje eksport. Zwiększył się on rok do roku o 5,4%, co oznacza utrzymanie dotychczasowych tendencji. W sierpniu sprzedaliśmy za granicą towary o wartości blisko 2,9 mld euro.
Deficyt w obrotach handlowych spadł do 728 mln euro, z 825 mln euro w lipcu. Zgodnie z oczekiwaniem analityków, skurczył się też deficyt na rachunku bieżącym, z 239 mln euro do 188 mln euro.
Pozytywnie ekonomiści oceniają poziom tzw. obrotów niesklasyfikowanych, które odzwierciedlają sytuację w handlu przygranicznym. W sierpniu wyniosły one 0,6 mld euro i były prawie o 29% wyższe niż przed rokiem. Ma to prawdopodobnie związek z wprowadzeniem od października wiz dla niektórych państw byłego ZSRR.
Dane dotyczące bilansu płatniczego potwierdzają odpływ kapitału z polskiego rynku papierów dłużnych. W sierpniu zagraniczni inwestorzy sprzedali więcej obligacji niż kupili. Różnica ta (206 mln euro) była jednak kilkakrotnie mniejsza niż w lipcu. n