Wydaje się, że wszystkie złe informacje okołorynkowe, którymi został we wrześniu "zbombardowany" rynek, znalazły swoje odzwierciedlenie w cenach akcji. Szczególnie zadziwia reakcja rynku (nie tylko akcji, ale i walutowego) na założenia do budżetu 2004. To, że ten budżet jest beznadziejny mówią wszyscy, ale tak naprawdę założenia tego budżetu były znane od kilku miesięcy i chyba nikt nie liczył, że coś się nagle zmieni. Jako, że każdy pretekst jest dobry do ściągnięcia rynku w dół, niedźwiedzie skorzystały z "odkurzonego" prezentu. Tradycja została podtrzymana - wrzesień należał do niedźwiedzi!
A teraz czas przyszedł na październik, miesiąc krachów, który w ostatnim czasie jest miesiącem sporych zarobków. Szczególnie dobrego okresu, a na pewno ożywienia, oczekiwałbym po debiucie BACA na parkiecie. Póki co WIG20 konsoliduje się w okolicach 1500 pkt. Każde zejście poniżej tego poziomu zniechęca inwestorów do sprzedaży, a każdy większy ruch w górę powstrzymuje kupujących. Taki pat nie może trwać wiecznie.
Kulminacja spadków wystąpiła na sesji wtorkowej i z dużym prawdopodobieństwem osiągnęliśmy dno. Dlaczego? Wtorkowa zniżka nastąpiła wskutek "strajku" kupujących, a nie nadzwyczajnej podaży. Jak niewiele trzeba kupić akcji, by ceny ich poszły w górę pokazała chociażby sesja czwartkowa. Takie swojego rodzaju ostentacyjne zachowania kupujących najlepiej pokazuje, że rynek ma już dosyć spadków, dosyć złych informacji. Czy w takim okołorynkowym pesymizmie może się coś jeszcze złego zdarzyć? Nie sądzę. Dobre dane z USA mogą pomóc w obraniu właściwego kierunku, co zdaje się potwierdzać sesja piątkowa.
Dobrze, że przestało się powszechnie mówić o wzroście WIG20 do 2000 pkt, a wszyscy zastanawiają się czy przebijemy "jakieś" wsparcie na około 1450 pkt (jakie?), więc można postawić śmiałą tezę, że bliski jest zmierzch niedźwiedzi. Jednak trwały wzrost jest możliwy tylko z fundamentalnym zachodnim kapitałem, którego nie ma. Pojawi się on jednak tak szybko, jak szybko uciekał z Polski. Z tego wynika, że początek wzrostu będzie udziałem polskich instytucji finansowych, które tym razem będą chciały "ograć" zagranicę. n